W dobie zaciskania pasa, obecność na targach to dla wystawców konkretny koszt i czas. Nikt nie przyjedzie do stolicy miesiąc po miesiącu tylko po to, by pokazać sprzęt garstce ludzi, którzy i tak widzieli już wszystko w sieci. Taka impreza musi oferować „to coś”: energię, platformę do realnych spotkań i atmosferę, której nie zastąpi żaden algorytm. Powiedzmy to wprost: organizatorzy mają jaja. Startują z nowym projektem na miesiąc przed Bike Expo, w czasach, gdy branża liczy każdy grosz. Czas pokaże, czy w tym „garażu” narodzi się nowa jakość. My trzymamy kciuki, bo najlepsze historie w kolarstwie zawsze zaczynały się w małych warsztatach.
Miejscówa: beton, lastriko i klimat
Hala B Miejskich Zakładów Autobusowych przy ulicy Włościańskiej to przeciwieństwo sterylnego Stadionu Narodowego. I całe szczęście! Jest kameralnie i industrialnie. Zamiast granitowych schodów – surowy beton i lastriko – wnętrze, które nie onieśmiela, a zaprasza do wejścia w roboczych ciuchach.
Dla przyjezdnych ta lokalizacja to jak tajny świat w Minecrafcie: gdzieś między Pałacem Kultury a Lasem Bielańskim, między blokam, w miejscu, gdzie turyści trafiają , gdy zaśpią w metrze. Dojazd? Prostszy niż regulacja AXS-a: tramwaj nr 17 z Centralnego lub metro M1 (stacja Marymont). A jeśli wybierzesz rower (jedyna słuszna opcja!), czeka na Ciebie rowerowa „szatnia” z prawdziwego zdarzenia – z numerkami i panią szatniarką. Sucho, bezpiecznie i z duszą.








Wstęp: daj, ile możesz
System biletowy to ukłon w stronę społeczności. Wejściówki są darmowe, ale wymagają rejestracji, to Ty decydujesz, czy wrzucisz „piątaka” (lub więcej) na Fundację Rak’n’Roll. Możesz wesprzeć szczytny cel albo zachować kasę na matcha latte lub nowe, fancy sznurówki do swoich gravelowych butów. Twój wybór, zero presji.
Wspieraj Fundację Rak’n’Roll z Velodays!
Dlaczego było dobrze?
- Kameralność: Przestrzeń idealna na szybki obchód, ale też na wielogodzinne debaty o wyższości stali nad karbonem i dlaczego Twój kolejny rower ostatecznie będzie tytanowy.
- Brak rozpraszaczy: Fokus na tym, co ważne – ludziach, historiach i dywanach!!!
- Vibe dużego bistro: ktoś wpada na kawę, ktoś się dosiada, tu przerwa na papieroska, tu ploty, ploteczki, piąteczki.
- Pogoda i ludzie: Słońce dopisało, a na halę trafili ci, którzy naprawdę chcieli tam być. Tu naprawdę można było się poznać.

Dla kogo były Velo Days i czy za rok będą dla Ciebie?
To jest najważniejsze pytanie, na które może chcemy odpowiedzieć, ale jeszcze brakuje nam odwagi i danych. Dla nas na pewno – warto było poświęcić dzień urlopu, a potem najpiękniejszą sobotę tego marca, żeby przeprowadzić ranking targowych dywanów (stoisko Koloride wygrywa), przekonać trzy nowe osoby do słuszności jeżdżenia po hałdach oraz przyjąć dużą dawkę komplementów, hojnie je odwzajemniając. A tak poważnie: to była wspaniała okazja, aby po zimie otrząsnąć się z letargu i przypomnieć sobie o dawno niewidzianych znajomych, którzy robią fajne rzeczy.
Dla wystawców? Dowiemy się za rok.
Dla Ciebie? Jeśli Velo Days będą dla pasjonatów rowerowego rzemiosła, ludzi, którzy robią rzeczy rękami, a nie w exelu i dla tych, którzy doceniają kraftowe przedmioty – bardzo im kibicujemy. Chcemy naszego Bespoked nad Wisłą. Bardzo!
Co po targach Velo Days mówi ich organizator – Paweł Kuflikowski
„Velo Days dowiozło to, o czym mówiłem przez ostatnie miesiące. Ludzie. Spotkania. Rozmowy. Mam dziwne wrażenie, że to wyjątkowe miejsce, z tymi fantastycznymi ludźmi, nie potrzebowało wszystkich tych aluminiowych, stalowych, tytanowych i karbonowych rowerów. One były absolutnie pięknym tłem. Ale esencją Velo Days było słowo, rozmowa, kontakt wzrokowy. Jeszcze cały czas nie wierzę w to, co się wydarzyło. A wiem, że to dopiero początek… Rowerowe Zjednoczenie brzmi jak mocno naciągany slogan, ale naprawdę stało się faktem!”.

Nasz przelot przez stoiska, czyli kto nas ujął i czym
Smoliste americano i wyborne owsiane ciasteczka z mlecznym posmakiem – na tyle tylko starczyło czasu w tym biegu. Leżaki przy ich food tracku były jak najmilszy śpiworek po 180 km po górach!
Tutaj musi pojawić się historia, bo bez tej historii będzie płasko. A właściwie dwie: jedna sprzed roku, druga z soboty, obie tworzą całość.
Akt pierwszy, scena pierwsza. Osoby: Rafał Palowski, zwany Lesovikiem. Miejsce: Schronisko Jagodna, Spalona, Kotlina Kłodzka. Czas: marzec 2025, godzina 20:30. Okoliczności: ostatnie kilometry Brevetu Powodziowe Klasyki, zimno, parę minut przed zjazdem w stronę Bystrzycy Kłodzkiej.
Palowski: Daj sobie gazetę pod kurtkę. Ja mam. Napchałem sobie też do butów.
Ja: Nie mam siły rozwiązywać butów.
Akt drugi, scena pierwsza. Osoby: Rafał Palowski. Miejsce: Hala B MZA w Warszawie, stoisko Lesovika. Czas: marzec 2026, godzina 11:00. Okoliczności: Velo Days.
Palowski: Od tego czasu, kiedy się ostatnio widzieliśmy, te rzeczy, które się wydarzyły w twoim życiu, były pozytywne czy negatywne?
Ja: Ale zajebiste pytanie!
Lesovik robi hamaki, i tarpy, i podpinki, i moskitiery, i mocowania do owych. Mamy i używamy. I lubimy pytania, jakie potrafi zadawać właściciel.



Ukryci na stoisku Boscha, nie przywieźli nic gravelowego (poza Ass Saversami), za to pozwolili przejechać się nowym elektrycznym mieszczuchem z koszykiem (Citylite:ON). Twierdzą, że będą premiery i że na pewno będziemy zainteresowani…



Naprawiają ramy i robią rowery. Od zera. Od Twojej koncepcji i „widzimisię”. Nie stoją za nimi manufaktury na Dalekim Wschodzie. Są tu, w Polsce, w Poznaniu. Na ich karbonowym tandemie Unico – Duo ściga się niedowidząca Patrycja Kuter i jej sportowa partnerka Kasia Kornasiewicz, ta druga na gravelowym Unico – Uno była ósma w kategorii w ubiegłorocznych UCI Gravel World Championships w Holandii. Ile waży rama Unico? 750 gramów. To jest kosmos! Kto za tym stoi? Piotr Falczyński – były inżynier Krossa specjalizujący się w technologii kompozytów węglowych. Nie wiem, czy chcecie czytać, ale my chcemy o nich wiedzieć wszystko i wszystko to opisać Wam. Wkrótce.





Dwóch braci: Staszek i Leszek Pyrka, zaczynali w garażu babci, by po latach doświadczeń w pracy z karbonowymi kompozytami oferować już w pełni dojrzały, customizowalny produkt – lekkie ramy w autorskiej technologii, będącej połączeniem podjeścia monokok i tube-to-tube. Chcesz wiedzieć więcej o nich samych, ale także o filozofii działania innej firmy, z którą byli związani, posłuchaj podcastu Rowery Nie Bajki Julka Ćwielucha i Polityki.




Tytan i karbon – z tym ich należy kojarzyć. Może też z Zielonym F16 i Natalią Nykiel. Wspaniale się z nimi gada, bo to bardzo fajni ludzie. Można ich zapytać o insiderskie sprawy, a oni odpowiadają, bez kręcenia, bez owijania w bawełnę. W Koloride sprawy dzieją się szybko, to nie korpo: nowa koncepcja, innowacja, inne podejście – to wszystko może wejść w życie (ramę) dużo szybciej niż u dużych producentów. Pisaliśmy o nich jesienią, kiedy mieliśmy okazję pośmigać na ich dwóch gravelowych tytanach. Teraz najbardziej zainteresowała nas wyprawówka z prostą kierą: duża rama, mnóstwo punktów montażowych – ideał na Maroko lub Kirgistan, if you know what we mean… Poza tym najlepszy dywan na targach!







Moko jak Mokotów, bo to właśnie tutaj znajduje się warsztat, w którym powstają lekkie stalówki spod ręki Zbyszka Warakomskiego. „Stal nigdy nie będzie tak lekka jak karbon,” – mówi Zbyszek, „ale w stalowej ramie nie o to chodzi. Stalowy rower wybiera się świadomie, bo stal inaczej pracuje, inaczej się na niej jeździ. Taki rower nie będzie dla każdego. I tak ma zostać”. Co ciekawe, jeśli naprawdę bardzo się tym interesujesz i chcesz się uczyć od człowieka z doświadczeniem, możesz zapisać się do Zbyszka na kurs framebuildingu. Zainteresowany?






Mają na głównej www naszą fotę z zielonym Lamborghini Temerario i 3T Racemax! Wejdź szybko, to jeszcze zobaczysz. Z nimi można pogadać o waleniu młotkiem w karbonowe elementy, o Szopienicach i „Ołowianych dzieciach”, o utlenianiu żywicy, lakierze bezbarwnym i o kołach. O kołach w sumie gadaliśmy najmniej, więcej było kół dotykania, bo kto nie chciałby pomacać nowego standardu MTB (jeszcze może nie standardu, ale to się przyjmie, zobaczycie), czyli kół o średnicy 32″. Poza tym było trochę nowości: koła, które już jeżdżą w 3T redaktora Góździa, czyli gravelowe stożki 52 mm, o wewnętrznej szerokości 32 mm (upsi), z hakami, do tego nowe kółka do szosy na stożku 48 i 55 mm. Fajna to jest ekipa. I robią fajne koła.







40 000 g pary wodnej na metr kwadratowy na 24 godziny? Jeśli ciuch, który produkujesz ma taką paroprzepuszczalność, to na pewno pochwalisz się tym na metce. JPM może to napisać o paru swoich rzeczach. To zasługa materiałów, z których szyją – japońskiego Dermizaxu w wersji NX (to ten o gigantycznej paroprzepuszczalności) i EV (na poziomie 20 000 g / m2 / 24 h). Krystian Piróg – współwłaściciel JMP sam ściga się na rowerze i sporo jeździ i chodzi na nartach, dlatego JMP to też odzież narciarska i turystyczna. Znajdziecie tu techniczne ciuchy z membraną, ale też z Primaloft, Polartec Alpha i z wełny merino. Ich kurtka Gravel Rain przejechała longiem Great Lakes Gravel 2025 – ratowała przed deszczem i chłodem w nocy. Dobre, przemyślane rzeczy.



Jeśli na stoisku możesz zagrać w piłkarzyki, to już wiesz, po co tam przyszedłeś. Dystrybutor takich marek jak Kask, Alba Optics, UDog, Look, Koo, Knog, Ass Savers czy w końcu Pirelli. Bardzo mocno zakorzenieni w kolarskim środowisku Krakowa i okolic. Sami dużo jeżdżą, organizują ustawki i wyjazdy, dużo wiedzą o rowerach i dobrze czasem do nich wpaść i sprawdzić, co w trawie piszczy. Jeśli P3 Poręba to dla Ciebie wciąż enigma, może skojarzysz ich z Bike / RS? Nam na Velo Days udało się potrzymać w rękach nowe gravelowe UDogi na BOA, gravelowe jednostronne pedały Looka (dla szosowców, którzy nie potrafią wpiąć się w pedał, jeśli wcześniej nie przekręcą go o 180 stopni), trochę nowych okularów od Alba Optics i Kask Protone w nowych kolorach, sporo było też Restrapa, ale woleliśmy poplotkować o premierach, które już za niedługo…










Znów Kraków! Umówiliśmy się z nimi, że wspólnie napiszemy dla Was materiał o odpowiedzialnym (i nieodpowiedzialnym) przemyśle tekstylnym dla celów outdooru. Jeśli kwestie etyczne i te związane z ochroną środowiska są dla Ciebie ważne, przyjrzyj się produktom Wilka w Owczej – to wełna merino pozyskiwana w humanitarny sposób, to proste łańcuchy dostaw, materiały i dodatki ze sprawdzonych źródeł, z akredytacją Bluesign System Partner i OEKO-TEX Standard 100, godziwe wynagrodzenia dla osób pracujących przy produkcji, całkowita transparentność i możliwość naprawy odzieży po upływie okresu gwarancji. Jeśli lubisz merino, koniecznie sprawdź ich produkty.

Potrafisz jeszcze wyjść na rower w spodenkach bez kieszeni? Ciężko, c’nie? Obejrzeliśmy parę par na stoisku Inoni. Krótkich i długich, i takich z wkładką 3D na bardzo długie i ciężkie dystanse. Ludzie z wieloletnim doświadczeniem w produkcji odzieży kolarskiej i potężne nazwiska ultra wśród użytkowników.






Różowe torby Cyclite? Będą. Obok białych i czarnych. W ProVelo dobrze się rozmawia i choć oferta jest wielotematyczna, sprowadza się do sformułowania „wysoka półka w niszy”.






Kwiaciarnia Grafiki i inni „Warszawiacy”
Henryk Kwiatek to postać ikoniczna – związany z Warszawą, działa na rzecz przywrócenia do życia toru kolarskiego Orzeł w ramach inicjatywy społecznej Nowe Dynasy, projektował materiały wizualne dla Velo Days, zabiera nas czasem na jazdę po krzakach w ramach jego projektu Rubieże, a po wszystkim zawsze zaprasza na wydrukowanie sobie na sicie pamiątkowej koszulki. Co by tu więcej… Może starczy!





Warsaw Gravel Series to nowa seria krótkich gravelowych wyścigów dla mieszkańców stolicy i okolic: maks godzina drogi na start, szybkie ściganie w Bolimowskim Parku Krajobrazowym lub w okolicy Celestynowa, godzina drogi na obiad w domu. Krzysiu Gajdziński, odpowiedzialny za organizację serii Szuter Master, gwarantuje topową oprawę.

Nazwisko, które padło kilkukrotnie podczas rozmów z różnymi osobami, to Asia Wapniewska – Szpilki na Szosie. Absolwentka krakowskiej ASP, projektuje rowerowe plakaty (GravON), malowania ram (Koloride) i koszulki (Wyścig by Tomasz Marczyński), jest rozmówczynią w Kobiecym Podkaście Rowerowym. Na Velo Days spotkaliśmy ją znów z mikrofonem w rozmowach dla L’Etape Poland by Tour de France. Zapamiętajcie Asię.

Kiedy następne Velo Days?
Rezerwujcie czas: 5-7 marca 2027.




















Tekst: Anna Tkocz
Zdjęcia: Anna Tkocz, Michał Góźdź



