Jeśli kojarzysz Uvex głównie z kaskami (i słusznie), to warto zrobić krok w bok. Niemcy z Fürth to jedna z niewielu marek na rynku, która produkuje soczewki fotochromowe we własnym zakresie. Większość brandów — nawet tych z premium półki — kupuje gotowe szkła u zewnętrznych dostawców. Uvex opracowuje i produkuje technologię Variomatic samodzielnie, co daje im pełną kontrolę nad procesem i materiałem. To ta sama filozofia, co w kaskach: nie „złożone z najlepszych dostępnych części”, ale przemyślane od surówki.
Od sezonu 2023 Uvex wrócił do WorldTour. Biniam Girmay — człowiek, który rozkochał w sobie kibiców historycznym zwycięstwem etapowym na Tour de France i zdobyciem zielonej koszulki — jeździ w ich sprzęcie. Co ciekawe, to ten sam facet, który w recenzji kasku Surge Aero MIPS pojawia się jako nieoficjalny ambasador. Marce wyraźnie sprzyja bieganie z konkretnym peletonem, a nie z armią influencerów.

Jeśli czytasz o okularach Uvex pace stage V powinieneś też przeczytać naszą recenzję kasku Uvex Surge Aero MIPS.
Z pudełka: co dostajesz za 6 stów
Pace Stage V na stronie producenta wycenione są na 899 zł, ale w Polskich sklepach realne ceny to 600-700 zł w zależności od koloru i wariantu i sklepu. To segment, w którym siedzą Oakley Jawbreaker i Rudy Project Cutline — marki z pierwszych stron katalogów. Uvex tu wchodzi trochę bokiem, bez plakatowego krzyku.
Z pudełka wypadają: okulary i miękki pokrowiec z mikrofibry, który pełni podwójną funkcję ściereczki do szyby. Koniec zestawu.
I tu trzeba napisać wprost: nie ma tu twardego etui. Przy tej cenie zarówno Oakley, jak i Rudy Project dają twarde pudełko w standardzie. Miękki pokrowiec nie ochroni okularów w torbie bikepackingowej ani w kieszeni kurtki/plecaka. To ten rodzaj oszczędności producenta, który użytkownik odczuwa w najgorszym możliwym momencie — kiedy wyciąga porysowane szkło.
Sam produkt robi bardzo dobre wrażenie. Konstrukcja jest bezramkowa — składa się z wielkiej szyby, bez dolnej ramki, bez żadnych przeszkadzajek w polu widzenia. Oprawka jest solidna, plastik nie grzechocze, zauszniki nie wyglądają jakby miały się odłamać przy pierwszym wyjęciu z pudełka. Uchwyty końcówek zauszników są plastyczne — da się je ciepłem dłoni lekko wyprofilować pod kształt głowy. Noski są miękkie i regulowane, co jest absolutnym standardem przy tej cenie, ale warto to odnotować.
Dostępne warianty: black matt i white matt, każdy w kilku kombinacjach soczewek — mirror green, mirror blue. Jest też wersja S dla węższych/mniejszych twarzy. Mały, ale znaczący szacunek dla anatomicznej różnorodności.




Technologia: co siedzi w tej szybie
Serce okularów to soczewka Variomatic, czyli fotochrom kategorii 1–3. Transmisja światła od 16% do 69% — i już samo to zdanie wymaga tłumaczenia, bo liczby bez kontekstu nic nie mówią.
Przy 16% masz mocne przyciemnienie, porównywalne z typowymi sportowymi okularami przeciwsłonecznymi. Przy 69% to niemal przezroczyste szkło — możesz w nich jechać w lesie w pochmurny dzień bez uczucia, że patrzysz przez ciemną butelkę. Ten zakres — 53 punktów procentowych między ekstremalnie ciemną a ekstremalnie jasną pozycją — jest jednym z najszerszych dostępnych na rynku w segmencie sportowym.
Czas reakcji producent deklaruje na 25 sekund. W praktyce przejście jest płynne i bez skoków — szyba nie „decyduje się” w jednej chwili. Zmiana jest ciągła, niemal niezauważalna w trakcie. Wjazd w las i wyjazd na otwartą drogę to typowy scenariusz gravelowy, który następuje kilka razy na godzinę. Tutaj fotochrom robi to dyskretnie.
Ważna uwaga techniczna: Variomatic nie działa za szybą samochodową. Podobnie jak większość fotochromów na rynku, technologia jest aktywowana przez promieniowanie UV — które przednia szyba auta blokuje. Na trasie: nie ma problemu. Na dojazd autem do startu: okulary zostają ciemne lub jasne w zależności od tego, w jakim stanie je wrzuciłeś do torby.
Dane techniczne
| Parametr | Uvex Pace Stage V | Jak to działa? |
|---|---|---|
| Transmisja światła | 16–69% | Jeden z najszerszych zakresów na rynku |
| Kategoria soczewki | 1–3 | Las + pełne słońce bez wymiany |
| Czas reakcji | ~25 sek. | Płynny, bez skoków |
| Fotochrom in-house | Tak | Zintegrowany w masie, nie powłoka |
| Antifog | supravision® (wewnętrzna) | 400% ponad standard rynkowy |
| Wentylacja | Bezpośrednia (otwory w oprawce) | Odprowadza ciepło przy prędkości |
| Soczewka | Toryczna, bezramkowa | Pełne pole widzenia, brak dystorsji |
| Ochrona UV | 100% UVA/UVB/UVC | Filtr wbudowany w materiał szyby |
| Powłoka zewnętrzna | Antystatyczna | Mniej kurzu, łatwiejsze czyszczenie |

Jak działa Variomatic
Większość marek sportowych kupuje soczewki fotochromowe u zewnętrznych dostawców — najczęściej od Transitions Optical lub podobnych firm. Uvex idzie inną drogą: technologię variomatic opracowują i produkują samodzielnie, w europejskich fabrykach. To rzadkość na tym rynku — z dużych marek własne fotochromy produkuje jeszcze Oakley i właśnie Uvex.
Co to oznacza w praktyce? Pełna kontrola nad składem materiału soczewki. Cząsteczki fotochromowe nie są nakładane jako powłoka na gotowe szkło — są zintegrowane bezpośrednio w strukturze poliwęglanu, z którego szyba jest odlewana. Powłoka nakładana z zewnątrz ściera się z czasem i traci właściwości. Materiał zintegrowany w masie — nie ma czego ścierać.
Efektem jest też lepsza odporność na temperaturę. Klasyczne fotochromy zwalniają w zimnie — w niskich temperaturach cząsteczki reagują wolniej i soczewka długo zostaje ciemna nawet gdy wjeżdżasz w cień. Variomatic jest na to wrażliwy mniej niż większość konkurencji, choć całkowicie odporny nie jest. Poniżej zera różnicę poczujesz.
Supravision, czyli antifog
Powłoka supravision jest nakładana na wewnętrzną stronę szyby. To ważne, bo wiele tańszych rozwiązań stosuje powłoki zewnętrzne — a pot, deszcz i oddech atakują soczewkę od środka.
Uvex deklaruje skuteczność 400% powyżej standardu rynkowego, z utrzymaniem przejrzystości przez 120 sekund nawet przy gwałtownych zmianach temperatury. Standard rynkowy brzmi enigmatycznie, ale w praktyce oznacza to: szyba nie zaparowuje na stromym podjeździe, gdy zatrzymujesz się na skrzyżowaniu, ani gdy wychodzisz z zimnego lasu na rozgrzany asfalt.
Uzupełnieniem powłoki są otwory wentylacyjne w górnej części oprawki — bezpośrednia wentylacja soczewki przy prędkości. Na dużych prędkościach to one głównie odprowadzają ciepłe powietrze. Przy powolnych podjazdach, gdzie przepływ powietrza jest minimalny, robotę przejmuje supravision.

Konstrukcja
Szyba Pace Stage V jest bezramkowa — nie ma również dolnej krawędzi oprawki. To celowy zabieg: pełne pole widzenia, szczególnie istotne gdy patrzysz w dół na nawierzchnię w pozycji aerodynamicznej. Żadnej linii podziału, żadnego cienia ramki nie ma w polu widzenia.
Soczewka jest toryczna — lekko wygięta w dwóch płaszczyznach, co minimalizuje dystorsję optyczną przy patrzeniu przez boki. Tania szyba „prosta” zniekształca obraz po bokach. Tutaj obraz jest równomiernie ostry od centrum do peryferiów. Na technicznym terenie, gdzie potrzebujesz peryferyjnego widzenia, żeby wychwycić co dzieje się po bokach pomaga.
Dodatkowa powłoka na zewnętrznej stronie szyby jest antystatyczna — odpycha kurz i nie przyciąga molekuł brudu elektrostatycznie. W praktyce: okulary po jeździe w błocie wymagają mniej czyszczenia i łatwiej je przetrzeć do czystości nawet koszulką.


Na trasie: gravel reality check
Testowałem Pace Stage V przez kilka tygodni — na ustawkach, samotnych jazdach i jednej porządnej wyprawie z biwakiem. Warunki były różne, bo wiosna w Polsce jest tym, czym jest — słońce, chmury, las i mokry asfalt na zmianę co kwadrans.
1. Widoczność i pole widzenia
To największy atut tego modelu. Brak dolnej ramki sprawia, że patrząc w dół (w pozycji aero) widzimy szuter, a nie plastik. Soczewka jest toryczna (wygięta w dwóch płaszczyznach), co eliminuje zniekształcenia obrazu po bokach. Na technicznym zjeździe, gdzie musisz kątem oka wyłapać wystający korzeń, ta precyzja optyczna daje realne poczucie bezpieczeństwa.
2. Walka z parowaniem
Pace Stage V zdaje egzamin tam, gdzie inne okulary kapitulują: na stromych podjazdach przy niskiej prędkości i dużej wilgotności. Podczas chłodnych, mglistych poranków soczewka pozostała czysta. Nie było efektu „mleka” przed oczami, co jest częstą bolączką fotochromów w lesie.
3. Komfort i współpraca z kaskiem
Zauszniki są na tyle cienkie, że bez problemu mieszczą się pod systemami dopasowania większości kasków. W ekosystemie Uvex (testowane z modelem Surge Aero MIPS) okulary idealnie wsuwają się w dedykowane otwory, gdy chcemy je zdjąć.
Dla kogo i dla kogo nie
Kup, jeśli: dużo jedziesz w zmiennych warunkach i nie chcesz wozić zestawu soczewek. Gravel z jego miksem lasu, otwartych dróg i pochmurnych polskich przedpołudni to idealne środowisko dla fotochromu. Jeśli dochodzi do tego kwestia antifog — intensywne podjazdy, wiosenne i jesienne temperatury — Pace Stage V radzi sobie tu lepiej niż większość rzeczy w tym przedziale.
Nie kupuj, jeśli: jeździsz głównie w jednym scenariuszu. Stałe słoneczne wyścigi? Weź statyczną soczewkę kat. 3 za połowę ceny. Chcesz twardego etui w zestawie? Idź do Oakleya. Szukasz rozpoznawalnego logo na Instagramie? Uvex tu nie gra na marketingowych emocjach — i to ich wybór, z którym możesz się nie zgadzać.



Werdykt
Uvex Pace Stage V to okulary inżynierów, nie stylistów. Robią dokładnie to, co obiecują — i robią to dobrze. Fotochrom działa, antifog działa, pole widzenia jest bez kompromisów. Brak twardego etui boli przy tej cenie, ale etui nie jeździ w lesie.
Ale jeśli mam wybrać jedną parę okularów na gravel — na polskie pogodowe kalejdoskopy, na las po porannym deszczu i otwartą drogę w południe — to Pace Stage V jest blisko ideału.
Uvex zrobił okulary bez potrzeby, żebyś o nich opowiadał. Trochę jak ci znajomi, którzy zawsze są punktualnie i nigdy się nie spóźniają. Nie zrobią ci zdjęcia na Instagram, ale na trasie to oni jadą na przedzie.
Więcej technicznych danych na temat okularów znajdziecie na stronie producenta
Tekst: Michał Góźdź
Zdjęcia: Michał Góźdź, Anna Tkocz
Informacja o transparentności:
Okulary Uvex Pace Stage V zostały udostępnione redakcji ETNH do testów przez polskiego dystrybutora marki UVEX, firmę Larix. Dystrybutor nie miał wpływu na treść recenzji, wnioski ani końcową ocenę produktu. Recenzja powstała w oparciu o realne użytkowanie kasku.



