Skip to main content

Kierunek GZM to oficjalnie największy w Polsce festiwal mikrowypraw. Trzydniowe, logistyczne monstrum organizowane przez Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię na jeden weekend spina kilkadziesiąt miast i gmin w jeden żywy organizm. Założenie jest proste: otworzyć drzwi, które na co dzień są zamknięte, i pokazać region z perspektywy, jakiej nie ma w żadnym podręczniku. Organizatorzy imprezy nie szukają ogólnopolskiego rozgłosu. Nie ma tu parcia na ogólnokrajowy target. Z założenia to festiwal robiony przez lokalnych animatorów, przewodników i twórców dla mieszkańców. Projekt zrodzony z potrzeby pokazania sąsiadowi, obok jakich cudów codziennie przechodzi w drodze po bułki.

Dlaczego w ogóle w to wchodzimy i dlaczego tak bardzo nas to jara?

Bo jesteśmy stąd. Tutaj bije serce naszej rowerowej społeczności – ludzi, którzy kochają kręcić kilometry na wszędobylskich rowerach. Znamy tutejsze lasy, asfalty i szutry na wylot, a i tak każdy „zwykły reset po robocie” pełen jest zachwytów. Mieszkamy w niesamowitym miejscu. Gęsto tu od historii, w której tłustym drukiem wolimy pisać o tworzeniu, postępie i tym, co można robić, gdy zadzwonią na fajrant, niż o bitwach i rozejmach. Na Śląsku nie czcimy martyrologii, lubimy mieć święty spokój i nieskomplikowane problemy: czyli najchętniej 55 mm tubeless!

Kierunek GZM to dla nas wydarzenie, które z definicji odpowiada na nasze zachwyty. My wiemy, w jak niezwykłym miejscu mamy możliwość jeździć na rowerach. Dzika przyroda, stare rezerwaty i uroczyska kontrastują tu ze skarbami z czasów rewolucji przemysłowej i zaskakującą urbanistyką na styku trzech zaborów. Mamy tu tętniące życiem ośrodki kultury i miejsca, gdzie można „być w mieście”. Tutaj wystarczy wyjść z domu, by dać sobie szansę na kolejne odkrycie. Jeśli ktoś o tym nie wie, naszą misją jest mu to pokazać. Uświadomić. Kierunek GZM – największy w Polsce festiwal mikrowypraw to nasza filozofia, tylko na skalę Metropolii.

Co robić na festiwalu Kierunek GZM?

Rozmach i zakres tego festiwalu sprawiają, że chcesz być tu wszędzie, tym bardziej, że wejściówki kosztują dokładnie zero złotych. To nie jest festyn z piwem w plastiku i sceną disco polo. Kierunek GZM gra w zupełnie innej lidze. Tutaj zwiedzanie sekretnych piwnic, przywoływanie nostalgii za PRL-em czy odkrywanie sag rodzin śląskich przemysłowców idą w parze z jogą, tańcem i degustacjami.

Obojętność na otoczenie na Śląsku i Zagłębiu po prostu nie przystoi. Nie można udawać, że ma się w sobie życie i jednocześnie nie zachwycać się tym regionem. XIX-wieczny kapitał i rozmach technologiczny stworzyły tu rzeczy pionierskie na skalę globalną. Tutaj róg każdej ulicy zadaje pytania – możesz spróbować na nie odpowiedzieć, a możesz je zignorować. Festiwal Kierunek GZM uczy drążyć głębiej, borować, docierać do przodka i wyjeżdżać na górę z bogatym urobkiem. A jeśli czujesz przesyt, możesz posiedzieć na hałdzie i pogapić się las!

Właśnie dlatego po raz kolejny zebraliśmy naszą ekipę i zaprosiliśmy chętnych na wspólną, gravelową wycieczkę po regionie. Chcieliśmy przejechać przez te wszystkie kontrasty, dotknąć historii i po prostu pobyć razem w drodze – od rana do fajrantu.

Rajd rowerowy ETNH w ramach festiwalu Kierunek GZM

Podzieliliśmy ten rajd na dwa scenariusze. Z jednej strony, wymagająca pętla dla tych, którzy lubią poczuć kilometry w nogach, z drugiej – krótsza, skondensowana trasa, idealna na spokojniejszą włóczęgę. Obie startowały z tego samego, symbolicznego miejsca: z Góry Świętego Klemensa w Lędzinach. To legendarne wzniesienie, potocznie zwane Klimontem, a wieki temu Perunową Górką, pamięta jeszcze czasy pogańskiego kultu boga Peruna. Stamtąd ruszyliśmy w dwie różne opowieści o regionie.

VeloPlanner

Długa trasa: hałdy, lasy i browarnicze tradycje

Ci, którzy wybrali dłuższy wariant, ruszyli z Klimontu przez Bieruń i Bojszowy, by szybko zanurzyć się w głębokich, kobiórskich lasach. Cień drzew i zapach ściółki były jednak tylko ciszą przed prawdziwym uderzeniem postindustrialnego monumentalizmu. Trasa poprowadziła uczestników prosto do Łazisk Górnych, gdzie czekał na nich podjazd pod dwie zrekultywowane, potężne hałdy: Skalny oraz Waleska. Ze szczytów tych sztucznych wzniesień, które dziś żyją już własnym, zielonym życiem, ruszyliśmy w stronę Tychów. Kolejnym przystankiem był zabytkowy Browar Obywatelski, skąd leśnymi duktami zamknęliśmy pętlę z powrotem w Lędzinach.

W trakcie jazdy nasi przewodnicy odczarowywali mijany krajobraz. Uczestnicy mogli usłyszeć, jak powstawały hałdy, czym były dla regionu kiedyś, a jak niesamowitą rolę ekologiczną i rekreacyjną pełnią w tej chwili. Były też mocne opowieści o realiach pracy głęboko pod ziemią oraz historia jednego z dwóch kultowych tyskich browarów.

Krótka trasa: śląscy giganci i zapomniane historie

Krótszy wariant, choć mniej wymagający fizycznie, pod kątem klimatu nie ustępował długiemu ani na krok. Z Lędzin trasa odbiła najpierw w kierunku kopalni Ziemowit, by później otworzyć przed rowerzystami przestrzeń wielkiej wody – zbiornika Dziećkowice. Po krótkiej przerwie gastronomicznej uczestnicy dotarli do Smutnej Góry, skrywającej stary cmentarz choleryczny, po czym przez Bieruń wrócili do punktu wyjścia.

Na tej trasie opowieści kręciły się wokół zupełnie innych emocji. Rozmawialiśmy o kopalni Piast-Ziemowit – w latach 70. i 80. największym tego typu zakładzie w Europie. To tutaj między polami wydobywano niewyobrażalne 16 tysięcy ton węgla na dobę. Surową historię przemysłu zrównoważyły opowieści o tym, jak powstawał zalew Dziećkowice. Mroczny, nieco medyczny klimat przyniósł przystanek w Chełmie Śląskim. Tam przewodnicy przybliżyli historię dawnej epidemii cholery i tajemnicę wspomnianej Smutnej Góry.

Podziękowania

Dziękujemy wszystkim, którzy w tę tropikalnie upalną sobotę dołączyli do nas i wraz z innymi uczestnikami stworzyli najlepszą gravelową atmosferę. Cieszy nas to ogromnie, że gravel to nie tylko rower z barankiem, ale każdy cichy jednoślad, którym można wjechać w miejsca niedostępne dla samochodów, by uszczknąć coś dla siebie. Inkluzywność i ekskluzywność w jednym!

Mamy nadzieję, że nasza propozycja rozgrzała Wasze głodne gravelowe brzuszki i że zaprosicie „swoich” na włóczenie się po Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Warto tu być i warto zaglądać w nieoczywiste miejsca. ETNH poleca.


Tekst: Anna Tkocz
Zdjęcia: Michał Góźdź, Anna Tkocz