Kolarski atlas Trentino
Powiedzieć o Trentino jakieś jedno ogólne zdanie, to jak powiedzieć, że na Ziemi je się głównie kanapki z ryżem. To jednak gigantyczny, zróżnicowany organizm, w którym każda dolina ma zupełnie inny charakter, swoją własną tożsamość i… zupełnie inną rowerową specjalizację, skoro to nas interesuje. Żeby zrozumieć, gdzie właściwie jesteśmy, trzeba spojrzeć na tę mapę szerzej. Cały region przypomina jakiś klub. Na parterze Val di Fassa: Passo Pordoi w białej lycrze pije espresso; mały paluszek na swoim miejscu – w powietrzu, obok fullface i ubłocone ochraniacze enduro Canazei – samo Canazei chyba coś zamawia przy barze. Na antresoli jakiś après: dużo perfum i Madonna di Campiglio w kombinezonie przepasanym paskiem od Gucciego, opowiada, że latem przerzuca się na trekking – bo kocha! Za stojakiem na biegówki – Val di Fiemme, je makaron. W ogrodzie – Garda w klapkach, coś robi przy żaglach, porządkuje liny wspinaczkowe i rozwiesza plakaty festiwalu Bike’a. Każda miejsce to trochę inny dress code.
I wtedy, w rekonstruowanym austro-węgierskim mundurze, w butach Foxa i z piłą łańcuchową, wjeżdża Val di Sole. Dolina Słońca! I downhillu.







Val di Sole ma gdzieś Gucciego, truskawki i Instagrama. Zamiast gourmet z wapiennych turni Dolomitów, masz tu w karcie leśny bigos, szklankę mineralnej z rzeki i parę kawałków mięsa w postaci ledwo widocznych z doliny pasm Adamello-Presanella i Ortles-Cevedale. Wizualnie taki lepszy Szczyrk. A właściwie kilka Szczyrków: Malè, Marilleva, Ossana, Dimaro, Mezzana, Pellizzano czy Vermiglio.
I Daolasa! Miejsce, gdzie nikt nie sprawdzi czystości Twojej owijki ani wysokości skarpet! Stolica DH. Legendarna trasa zjazdowa Black Snake w Val di Sole Bike Park to synonim najtrudniejszego zjazdu na świecie. Tu błędy kosztują tyle co seria wizyt u ortopedy poza NFZ. Generalnie krew, pot i spalone klocki. I UCI Mountain Bike World Championships 2026.

Co tu robić na gravelu?
Eeeeem… Otóż… Są tu i szutry. I ścieżki rowerowe. Jest spokój. Tych szutrów jest nawet dużo. I strome są. Bo przecież wszyscy lubią strome szutry. Zwłaszcza w dół. Tyle tylko, że, aby było w dół, jest robota do zrobienia. Nie, nic nielegalnego. Z dwie godziny roboty i gotowe. Może dwie i pół. Skąd masz wiedzieć, czy się opłaca? No, jak to z robotą, czasem się opłaca bardzo, a czasem mniej. Zawsze możesz siedzieć i skrolować. Nic na siłę.
Architektoniczny wehikuł czasu i kulinarny zwrot akcji
Na zdjęciach Liberty Hotel Malè wygląda bardzo po włosku. Żółte ściany z białą sztukaterią, taras i kwiaty w donicach. Kamienne, potężne schody pamiętają może nawet zjednoczenie Włoch, za to wystrój wnętrz jest tu niezłomnym pomnikiem szalonego początku tego millenium. Time machine.
Kuchnia też rozgrywa sprawy po swojemu. A może to dwie niezależne kuchnie? Jedna nie ma budżetu, a druga ma szaloną intendentkę. Poranki są surowe, niemal klasztorne. Żadnego specku, dojrzałych serów czy świeżych warzyw, które wcześniej rozpieszczały nas nad Gardą. Dostajesz kawę do woli, bułki z marketu, jajecznicę i salami w plastrach wielkości podkładek pod kufel. Wieczory za to są nieskrępowanym festiwalem węglowodanów i mięcha. Każda kolacja jest jak wigilia u babci, ale bez żenującego wujka. Jedzenie jest naprawdę dobre: jest więc i rosołek, i mięsko, i ziemniaczki, ale wjechał też makaron z pomidorami i lazania z leśnymi grzybami, są też warzywa, którymi uzupełnić można śniadaniowy niedosyt. Trzy mniejsze dania i deser. My tak nie jemy, Włosi lubią. Organizm po całym dniu duszenia w korby chłonie to jak gąbka.
Po esencję chodzimy na miasto: esencję podają tu w kartonie, na cienkim! Margherita nigdy Cię nie zawiedzie w Italii. Nas nie zawiodła.

Majowy syndrom zamkniętych drzwi i austriacki ślad w Val di Sole
Kręcenie w Val di Sole w maju ma jedną konkretną cechę: pustki. W górach jesteś sam. Opony gryzą żwir, pokonujesz podjazd o nachyleniu 24% i nikt, absolutnie nikt, tego nie widzi. Lądujesz pięknego korzennego dropa i nie ma owacji. Opony dalej gryzą żwir, o dziwo są całe, słychać jakiś potok, świstaki przygotowują papierki do zawijania czekolady. I tyle. To oznacza, że jeśli w knajpie na przełączy ktoś pracuje i upiekli dziś apfelstrudel, cały jest Twój. Matematyczne prawdopodobieństwo, że w knajpie na przełęczy ktoś pracuje, jest w maju bliżej zera niż jedynki. Na Passo del Tonale pracowali, w jednej knajpie, i mieli strudel.
Zimą tutaj ten rozkład sił prezentuje się inaczej: wszystko jest otwarte, a sztrudel skończył się godzinę przed Twoim drugim śniadaniem – to narciarska miejscówka, a maj to martwy sezon. Narciarzy już nie ma, bike park jeszcze nie działa. Wyciągi ruszają tu znów pod koniec czerwca. Teraz stokami pomykają ogromne ciężarówki – coś się tu dzieje, trwają prace. Poza kierowcami ciężarówek i paroma motocyklistami na samej przełęczy nie ma nikogo.




Knajpa, która broni się samotnie na przełęczy, zbiera całe kupieckie złoto. Poza austriackim jabłecznikiem serwują też obiady. Na talerzach ziemniaki i kotlet, mięso pluskające się w brązowym pieczeniowym sosie – menu bardziej jak w śląskim zajeździe niż we włoskiej osterii. Austria za progiem wiele tłumaczy. Tymczasem Passo del Tonale rzeczywiście stanowi granicę: za przegibkiem zaczyna się Lombardia!
Ten miks kulturowy uderza tu na każdym kroku. Język jest włoski, gestykulacja też, ale mentalność, rygor i zamiłowanie do porządnych, ziemniaczanych posiłków to dziedzictwo dawnego imperium Habsburgów.




Betonowe potwory w chmurach
Jedząc cynamonowy strudel na Passo del Tonale, siedzisz na starej linii frontu z czasów pierwszej wojny światowej. Przełęcz była świadkiem Guerra Bianca – Białej Wojny (po niemiecku Górskiej Wojny), gdzie żołnierze częściej ginęli od lawin, odmrożeń i problemów z zaopatrzeniem niż od kul przeciwnika.
Austriacy zamienili te góry w najeżone betonem, niezdobyte twierdze. Jadąc gravelowym szlakiem, dosłownie ocierasz się o surową historię. Forte Strino wznosi się tuż przy drodze z Vermiglio. Potężny, kamienny blok z końca XIX wieku miał ryglować dolinę przed włoskim natarciem. Wyżej mijasz kolejne ruiny: Ospizio San Bartolomeo i Forte Mero.
Te omszałe betonowe konstrukcje wrastające w alpejską zieleń robią niesamowite wrażenie. Dla każdego, kto lubi historię, to potężne emocjonalne uderzenie.




Różowa gazeta i deficyt kawy w górach
Rytm dnia w Val di Sole wyznaczają szybkie przystanki na espresso w małych, sennych miasteczkach wzdłuż rzeki Noce. Mezzana, Pellizzano – tam po prostu trzeba zsiąść z roweru. Dorośli są jeszcze w pracy, dzieciaki w szkołach, knajpki zwykle mamy dla siebie, chyba że trafimy na wagarowiczów, których właściciel, choć niechętnie, obsługuje. Nie trafisz tu na kawiarnie, jakie znasz z polskich miast: żadnych przelewów speciality, żadnych generycznych wnętrz zgapionych z Pinteresta – tu się dzieją Włochy! Wnętrza są przaśne, często dość ciemne, na stoliku czasem jakaś gazeta (La Gazzetta dello Sport? Owszem), za to kawa… nigdy nie więcej niż 1,30 euro za espresso, za którym potem tęsknisz na każdej rundzie w kraju.

Nie mamy szczęścia do schronisk – większość jest o tej porze roku zamknięta na cztery spusty, można zajrzeć do środka i pozwolić działać wyobraźni, kawy jednak brak. Jedyna kawa, jaką udało nam się wypić w górach, trafiła się na trasie Lago di Celentino w Malga Stabli. Żadnych luksusów, po prostu kawa wypita na surowej, drewnianej ławie z widokiem na ośnieżone trzytysięczniki i kostka czekolady schowana w torbie na czarną godzinę. Czasem te najprostsze, surowe momenty smakują w górach najlepiej.
Paliwo z hal: Co trzeba zjeść w Val di Sole?
Kuchnia w Val di Sole to twardy, górski pragmatyzm. Po przejechaniu tysiąca metrów w pionie sałatka jest ostatnią rzeczą, o której myślisz. Liczą się kalorie. Oto krótka lista rzeczy, które trzeba sprawdzić:
- Ser Casolét: Król tutejszych hal. Surowy ser z krowiego mleka, robiony wysoko w górach. Miękki, delikatny, pachnie ziołami i genialnie się topi. Wjeżdża jako przystawka albo dodatek do polenty. Brać w ciemno.
- Canederli: Na północ od Alp znane jako Knödel. Wielkie, sycące kule z czerstwego chleba, mleka i jajek, naszpikowane szpekiem lub szpinakiem. Podają je w gorącym, esencjonalnym rosole (idealne po przewianiu na Tonale) albo na sucho, obficie polane roztopionym masłem szałwiowym i posypane serem Grana Trentino.
- Polenta Taragna: Zapomnij o gładkiej, żółtej papce z kurortów. Ta wersja jest ciemna, mieszana z mąką gryczaną, ciężka od lokalnych serów i masła. Syci na pół dnia.
- Dziczyzna i las: Gulasz z jelenia lub sarny podawany z borówkami i ciężkim, lokalnym czerwonym winem Teroldego to idealny zestaw na chłodny, alpejski wieczór.



Skok w bok: Jabłkowy raj w Val di Non
Gdy nogi palą od alpejskiego duszenia w korby, a głowa ma dość surowych granitów, warto zjechać piętro niżej, do sąsiedniej Val di Non. Krajobraz zmienia się tam o sto osiemdziesiąt stopni. Wjeżdżasz w morze zielonych sadów – to stąd pochodzą słynne, certyfikowane jabłka Melinda. Val di Non to też największe zagęszczenie zamków i rezydencji obronnych w całym Trentino. Nad uprawami góruje spektakularny, średniowieczny Castel Thun – monumentalna, doskonale zachowana twierdza, która wygląda jak żywcem wyjęta z filmu fantasy. Kawałek dalej, na pionowych skałach, wiszą mniejsze, wpół dzikie zamki, jak Castel Cles czy Castel Nanno. Podobno idealne miejsce na regeneracyjny dzień po 12-kilometrowych pionach w Val di Sole. Next time?

Logistyczny survival, czyli pociągi i wyciągi w Val di Sole
Val di Sole na papierze to logistyczny raj dla kolarzy. Cała dolina jest genialnie skomunikowana, a wzdłuż rwącej rzeki Noce ciągnie się superkomfortowa, asfaltowa ścieżka rowerowa. Jeśli nie chcesz wracać nią o własnych siłach, standardowo masz do dyspozycji BikeTrain – specjalny pociąg rowerowy, który kursuje od miasteczka do miasteczka. Z kartą Val di Sole Guest Card przejazdy są darmowe i masz z głowy planowanie powrotów pod górę. Podobnie sprawa wygląda z potężną siecią kolejek linowych i wyciągów (choćby w Daolasa) – latem po prostu pakujesz gravela do wagonika i meldujesz się wysoko w górach, bez konieczności duszenia każdego metra przewyższenia, kurczę, z własnej łydy.
Brzmi jak bajka? Tak, ale tylko wtedy, gdy przyjedziesz tu w pełnym sezonie, czyli od końca czerwca.
Przyjeżdżając w maju, musisz przejść twardą szkołę alpejskiego realizmu. Pociągi rowerowe jeszcze nie kursują, wyciągi są zamknięte na głucho, a alternatywny autobus z przyczepą na rowery w majowym „międzysezonie” jeździ w trybie mocno oszczędnym: tylko w piątki, soboty i niedziele, i to zaledwie dwa razy w ciągu dnia.
Wniosek? Maj w Val di Sole uczy pokory i niezależności. Jeśli źle skalkulujesz siły na pętli Alpine Gravel i zostaniesz na dnie doliny z pustym bakiem, nikt Cie nie podwiezie. Wszystko musisz przepchnąć z własnej łydy.



Alpine Gravel – co i gdzie jeździć. Konkrety!
Jeśli gravel kojarzy Ci się wyłącznie z szybkim połykaniem kilometrów po gładkich premiumach, łatwych szutrach i leniwym turlaniem się po dolinach, Val di Sole drastycznie zweryfikuje Twoje poglądy. Witamy w Val di Sole Bikeland – pierwszym oficjalnym i kompletnie przygotowanym regionie „Alpine Gravel” we Włoszech.
Val di Sole Bikeland używa tego terminu z pełną świadomością konsekwencji. Alpine Gravel to projekt, który od początku zakładał, że gravel bike wjedzie tam, gdzie zwykle jeździ MTB — i że gravelowcy będą wiedzieć, co robią.
Gravel, który nie udaje, że jest łatwy
Twórcy projektu połączyli dno doliny, gęste alpejskie lasy i najwyższe, panoramiczne szczyty w sieć 530 km szlaków rozłożonych między Val di Sole i Val di Non. Zaprojektowana tu sieć tras to gigantyczny, wysokogórski plac zabaw, który redefiniuje tę kolarską dyscyplinę. Asfalt ograniczono tu do absolutnego minimum, oddając pierwszeństwo surowemu, nieprzewidywalnemu terenowi.
Koncepcja Alpine Gravel opiera się na pięciu niezmiennych zasadach, które odczujesz w podczas każdego kilometra przygotowanych tras:
- Potężne przewyższenia – zapomnij o płaskich odcinkach. Jedenście tras oferuje podjazdy od 950 do prawie 1900 metrów.
- Ekstremalne nachylenia – ściany o nachyleniu sięgającym miejscami nawet 21% nie są tu rzadkością.
- Alpejska nawierzchnia – luźne, duże kamienie, zmienne podłoże i techniczne sekcje, które wymagają opon o szerokości minimum 38–40 mm.
- Obowiązkowe pchanko lub noszenie – twórcy tras mówią wprost: „It’s not Alpine Gravel if you don’t have to get off at least once” (To nie byłoby prawdziwe Alpine Gravel, gdybyś przynajmniej raz nie musiał zsiąść z roweru i go popchnąć).
- Techniczne zjazdy – strome, kręte górskie ścieżki w terenie MTB, na których precyzja prowadzenia i kunszt hamowania ważą więcej niż aerodynamiczna pozycja.
Większość tras rozwija się na wysokościach od 650 do 2200 m n.p.m., oferując krajobraz, który zmienia się co kilkaset metrów: las modrzewiowy, hale, stare drogi wojskowe oraz zjazdy z panoramą na lodowce Adamello i Dolomity Brenty.
Logistyka na miejscu jest niezwykle przyjazna. Większość tras startuje z miejscowości Mezzana, Dimaro lub Caldes, które są świetnie skomunikowane z Trydentem dzięki linii kolejowej obsługującej pociągi z miejscami na rowery (BikeTrain).
Gravel w Val di Sole to propozycja dla tych, którzy szukają czegoś absolutnie nieszablonowego, wymagającego technicznie i dającego potężny zastrzyk adrenaliny. Na zaproszenie Trentino Marketing, sprawdziliśmy cztery kluczowe pętle tej alpejskiej krainy. Oto raport z pierwszej ręki, co było jeżdżone.
1. Alpine Gravel Lower Valley
Dystans: 49 km
Przewyższenie: 1000 m
Start: Mezzana
Trudność: technicznie najłatwiejsza z zestawu
GPX i opis: Val di Sole Bikeland – Lower Valley
Jak sama nazwa wskazuje — to eksploracja niższych partii doliny. Co nie oznacza płasko. Trasa prowadzi miksem świetnie utrzymanych szutrów, dróg leśnych i odcinków asfaltowych o niskim natężeniu ruchu, przeplatając się z kultową ścieżką rowerową wzdłuż Noce. Technicznie najłatwiejsza z całego zestawienia, płynna, pozwalająca na momenty mocniejszego dokręcenia — ale bez ekstremalnych nachyleń i bez konieczności schodzenia z siodełka.
Rzeka Noce jest tu bohaterem: jedna z najbardziej dzikich i rwących rzek we Włoszech (mekka raftingu), pędzi obok przez dobrą część trasy, nadając każdemu kilometrowi akustyczne tło, którego nie da się zignorować. Trasa świetnie splata dziką naturę z urokliwymi alpejskimi wioskami — to tutaj najlepiej czuć autentyczny klimat Trentino, z dala od typowo turystycznych kurortów. Dolinne panoramy na otaczające szczyty otwierają się regularnie, bez konieczności wspinaczki ponad las.
Start w Mezzanie — z dworca można tu dojechać pociągiem z Trento (BikeTrain). Trasa prowadzi początkowo ścieżką w kierunku Ossany, gdzie zaczyna się pierwszy zjazd: szybkie sekcje szutrowe. Potem wspinaczka przez Daolasa i Costa Rotian — tu po raz pierwszy otwierają się widoki na dolną część doliny. Od Dimaro leśne drogi prowadzą do Cavizzany, która jest najniższym punktem przed powrotem na ścieżkę rowerową.
Dla kogo?
Idealna na luźniejszy dzień, jazdę regeneracyjną albo wtedy, gdy pogoda w wyższych partiach doliny odpuszcza. Dobra opcja dla osób, które dopiero oswajają się z gravelowym klimatem alpejskich dolin — ale nie nudna dla tych, którzy szukają rytmicznego, flowującego przejazdu z ładnym widokiem w tle.











2. Alpine Gravel Passo Tonale
Dystans: 47,5 km
Przewyższenie: 1220 m
Start: Mezzana
Trudność: wymagająca kondycyjnie i technicznie
GPX i opis: Val di Sole Bikeland – Passo Tonale
Tu zaczynają się poważniejsze rozmowy z dużymi górami. Trasa na Passo Tonale (1884 m n.p.m.) to kwintesencja pojęcia Alpine Gravel: solidne, długie podjazdy wymagające miękkich przełożeń.
To też jeden z lepszych sposobów na wyjazd z doliny bez szosy. Od Mezzany wspinaczka prowadzi naprzemiennie szutrem, ścieżkami leśnymi i łąkami — nawierzchnia jest tu bardziej zmienna niż na Lower Valley i wymaga minimalnych umiejętności technicznych. W większości twardy, gruby szutrer, stare drogi wojskowe i miejscami kamieniste sekcje.
Na szczycie przełęczy — fort Mero i fort Zaccarana, pozostałości po linii frontu z I wojny światowej. Militarne ruiny w alpejskim krajobrazie to rodzaj widoku, który trudno zobaczyć gdzie indziej. Z Tonale zaczyna się zjazd — sekcje techniczne przeplatają się z odcinkami gruntowymi, finał prowadzi do Ossany.
Po wyjechaniu ponad granicę lasu otwiera się epicka, surowa przestrzeń. Zjazd z Passo Tonale jest szybki, techniczny i widokowy jednocześnie — jeden z bardziej adrenalinotwórczych momentów całego wyjazdu.
Dla kogo?
Dla tych, którzy chcą poczuć Tonale od wewnątrz, a nie tylko przejechać przez przełęcz samochodem. Wymagająca, ale bez pułapek ekstremalnych — kluczowe są przełożenia i szeroka opona, nie umiejętności enduro.












3. Alpine Gravel Monte Vigo
Dystans: 47,6 km
Przewyższenie: 1700 m
Start: Dimaro
Trudność: bardzo wymagająca kondycyjnie
GPX i opis: Val di Sole Bikeland – Monte Vigo
Monte Vigo to potężne wyzwanie kondycyjne, które redefiniuje pojęcie „szutrowej wspinaczki”. Trasa startuje w Dimaro, wchodzi w Val Meledrio — las jest tu gęsty, w maju tworzy zielony tunel przez pierwsze kilometry i chroni przed słońcem na dalszym przebiegu podjazdów. Bo podjazdów jest dużo i nie rozkładają się łaskawie: 1700 m przewyższenia na 47 km to średnio wymagająca arytmetyka. Nawierzchnia zmienia się od gładkich leśnych szutrów po luźniejszy kamień i wysokogórskie drogi dojazdowe do narciarskiej infrastruktury. Na stromszych odcinkach prowadzenie roweru nie jest oznaką słabości — tak ma być.
Nagroda jest proporcjonalna. Panorama 360° z rejonu Monte Vigo na Dolomity Brenty i grupę Adamello Presanella to absolutny top widokowy całego projektu Alpine Gravel — i jeden z tych widoków, których karta pamięci aparatu nie jest w stanie odebrać sprawiedliwie. Zjazd przez Lago dei Caprioli do Ossany domyka pętlę z odpowiednią dawką adrenaliny.
Dla kogo?
Łowcy przewyższeń i epickich zjazdów. Jeśli chcesz sprawdzić swoje granice fizyczne na gravelu i przeżyć zjazd, który zapamiętasz na lata — Monte Vigo musi znaleźć się na liście. Nie dla osób, które nie lubią prowadzić roweru pod górę.










4. Alpine Gravel Lake Celentino
Dystans: 45,5 km
Przewyższenie: 1750 m
Start: Ossana
Trudność: wymagająca, technicznie bardziej zróżnicowana
GPX i opis: Val di Sole Bikeland – Lake Celentino
Wyważona, niezwykle urokliwa pętla, która idealnie łączy cechy trudnego technicznie szutru z niesamowitymi walorami krajobrazowymi. Trasa prowadzi w rejon podgórskiej wioski Celentino i wyżej, w kierunku urokliwego, okresowego jeziora/torfowiska Lago di Celentino.
Start w Ossanie, skąd od razu widać zamek San Michele — jeden z lepiej zachowanych w Trydencie i dobry punkt orientacyjny przed wyjazdem w las. Trasa prowadzi klasyczną leśną rąbanką, przeplatają ją singlowe sekcje z ubitej ziemi i szutry o zmiennej frakcji. Rejon Celentino jest spokojniejszy i mniej oblegany niż wyższe partie tras MTB-owych w dolinie — co przekłada się na rzecz w tej branży coraz rzadszą: ciszę.
Lago di Celentino — punkt kulminacyjny — leży wysoko, otoczone skałami i zapleczem Presanelli. W maju może wyglądać jak krajobraz z innej strefy klimatycznej niż dolina, którą zostawiłeś godzinę wcześniej. Trasa przez Malga Pozze i Malga Stabli schodzi technicznym zjazdem szutrowym (jeden z bardziej wymagających momentów w całym zestawie), potem gładszy odcinek i ścieżka rowerowa powrotna do Ossany. Kontrast między leśną zieleną a surowością wyższych partii gór jest tu najbardziej wyrazisty z całej czwórki.
Dla kogo?
Doskonały stosunek włożonego wysiłku do endorfin — ma w sobie wszystko, co najlepsze podczas jazdy w wysokich górach. Jeden z lepszych widokowo punktów w całym projekcie Alpine Gravel.









Porady praktyczne z pierwszej ręki
Jak zaplanować wyprawę, aby zamiast walki o przetrwanie czerpać czystą satysfakcję z jazdy w Trentino? Oto kilka kluczowych wskazówek z naszej majowej wyprawy:
- Sprzęt (Opony i przełożenia): Zapomnij o półslickach. Optymalny wybór na Val di Sole to opony o szerokości 40-45 mm z agresywniejszym bieżnikiem w systemie Tubeless (niskie ciśnienie to klucz do trakcji na kamieniach). Napęd? Kaseta o szerokim zakresie (np. 10-46, a najlepiej 10-50/52) uratuje Twoje kolana na podjazdach przekraczających kilkanaście procent nachylenia.
- Zaopatrzenie w maju: Jeśli wybierasz się w te rejony w maju (tak jak my), pamiętaj, że większość wysokogórskich schronisk (malghe i rifugi) może być jeszcze zamknięta przed oficjalnym sezonem letnim. Zawsze zabieraj ze sobą spakowany lunch, batony i pełne bidony na trasę!
- Logistyka i Baza: Naszą bazą wypadową w Val di Sole był Hotel Liberty w Malè. To świetny, przyjazny kolarzom punkt strategiczny (tzw. bike-friendly hotel), skąd łatwo wystartujesz na większość tras lub sprawnie wrócisz pociągiem/ścieżką rowerową wzdłuż doliny.
- Nawigacja pod ręką: Oficjalne aplikacje ułatwiają życie na miejscu. Przed wyjazdem warto pobrać dedykowaną aplikację Mio Trentino, która świetnie pomaga w lokalnej logistyce i planowaniu alternatywnych tras na wypadek zmiany pogody.
- Oficjalne wsparcie: Wszystkie szczegółowe opisy tras, mapy oraz aktualny stan ścieżek znajdziesz bezpośrednio na dedykowanej, polskojęzycznej stronie przygotowanej pod kątem gravela: Gravel Bike Trentino.

Partnerem tego odcinka PREMIUMÓW jest Val di Sole Bikeland i Visit Trentino. Trasy projektu Alpine Gravel przemierzaliśmy dzięki ich zaproszeniu i wsparciu.
Tekst: Anna Tkocz, Michał Góźdź
Zdjęcia: Anna Tkocz, Michał Makyo Szulhan



