Założenie testu toreb AGU było proste: zabrać wszystko, co potrzebne na kilka dni, nie montować bagażnika i nie zamienić roweru w ciężarówkę na dwóch kołach. Po kilku wyprawach wiem już, że torby AGU mają sporo mocnych stron. Mają też kilka rzeczy, które warto wiedzieć przed zakupem.
Trzydniowy bikepacking w Izerach i czesko-niemieckiej Szwajcarii (podążając śladem 3Countries by GravOn), dziewięć dni bikepacking na Wyspach Kanaryjskich – mieszanka asfaltu, szutrów idealnych i powulkanicznych terenów, ale również błota i piasku oraz pogoda, która najwyraźniej nie mogła się zdecydować na obu tych wyjazdach, czy chce mi pomóc, czy utrudnić życie.
W takich warunkach testowałam dwa elementy bikepackingowego zestawu AGU: Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof 3l oraz Seat-Pack Venture Extreme Waterproof 9l.
W trakcie objazdu trasy 3 Countries „trochę bardziej na lekko” – przejechaliśmy blisko 300km – wówczas rower z obciążeniem nie przekraczał 12 kg. Podróż po Wyspach Kanaryjskich to już jednak wyprawa wyższego kalibru, i mimo że był to credit card bikepacking (w moim słowniczku oznacza spanka w wynajętym mieszkaniu), rower wraz z bagażem to około 16 kg. Wydaje się że nie jest to „dużo” jednak jadąc po zróżnicowanym terenie i urozmaiconych warunkach, każdy gram zyskuje na znaczeniu, a najmniejsza wada doskwiera ze zdwojoną mocą.
AGU Venture Extreme – coś więcej niż zwykła kolekcja?
AGU to holenderska marka z długą historią związaną z rowerami. Jej początki sięgają 1966 roku, a torby rowerowe są częścią tej historii od dekad. Dziś kolekcja Venture łączy ten outdoorowy rodowód z rozwiązaniami przygotowanymi z myślą o gravelu, turystyce i bikepackingu.
W testowanym zestawie najbardziej interesowało mnie jednak nie to, co producent napisał na metce, ale to, jak torby zachowują się wtedy, gdy zamiast zdjęć katalogowych mamy przed sobą kilkadziesiąt kilometrów szutru, pełny bagaż i zaczynający padać deszcz.

AGU Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof – mała rzecz, duża różnica
Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof montowana wewnątrz przedniego trójkąta ramy szybko stała się moim rowerowym schowkiem na wszystko, czego nie chcę nosić w kieszeniach, a chciałabym mieć pod ręką. Multitool, pompka, zapasowe dętki, powerbank, kable, jedzonko – wszystko trafiało właśnie tutaj.
Testowany przeze mnie rozmiar 3 l okazał się dobrze dopasowany do mojej ramy (rozmiar S). AGU oferuje ten model w trzech wariantach: 3, 4 i 5,5 l. Największy ma 50 cm długości, średni 47 cm, a najmniejszy 42 cm, dlatego przy wyborze warto naprawdę sprawdzić wymiary własnego roweru, zamiast kierować się wyłącznie pojemnością.
Specyfikacja
- dostępna pojemność: 3 l / 4 l / 5,5 l
- testowany rozmiar: 3 l
- wymiary wersji 3 l: 42 × 13 × 33 cm
- materiał: wodoodporny poliester z recyklingu
- mocowanie: paski na rzep
- zamknięcie: zamek YKK
- elementy odblaskowe: 3M
- cena katalogowa (producenta): od 69,95 euro, zależnie od rozmiaru



W środku znajduje się odpinana przegroda oraz kieszenie z siatki. Ja podzieliłam przestrzeń na dwie strefy – sprzętową i „jedzeniową”. Niby drobiazg, ale w praktyce oznacza to koniec przekopywania całej torby w poszukiwaniu dętki czy multitool, kiedy właśnie zaczyna padać.
Producent przewidział również dwa paski na kompaktową pompkę. Dzięki nim pompka nie lata po całej torbie i nie trzeba jej szukać razem z multitool’em, dętkami i połową zapasów żywności.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, jak torba zachowuje się na rowerze. Po zamocowaniu jest bardzo stabilna. Rzepy trzymają mocno, a sama torba nie przesuwa się ani nie obija o ramę. Co ważne, nie ociera się również o uda, nawet kiedy na stromym podjeździe trzeba mocniej bujać rowerem na stojąco. W takich sytuacjach rower zachowywał się dokładnie tak, jak przed założeniem torby – i to jest dla mnie dużo ważniejsze niż kolejna marketingowa obietnica o „idealnym bikepackingu”.



Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof jest wykonana z wodoodpornego poliestru z recyklingu. AGU podkreśla również zastosowanie zamka YKK, ale warto zachować tu precyzję: producent określa go jako water-repellent, czyli odporny na wodę, a nie jako osobno certyfikowany wodoodporny element. Sama torba jest natomiast przez AGU określana jako wodoodporna.
W moim przypadku w praktyce oznaczało to jedno: deszcz, błoto i kurz nie były powodem do paniki. Przewożona elektronika czy drobny sprzęt nie wymagały dodatkowego pakowania w foliowe woreczki.
Na zewnątrz znalazły się również elementy odblaskowe 3M, które po zmroku poprawiają widoczność. Materiał jest przy tym na tyle solidny, że po kilku tygodniach intensywnego używania zauważalne są niewielkie oznaki zużycia.
Ale nie wszystko jest idealne – pojawia się pierwsze „ale”. Na mniejszej ramie (jak moja, rozmiar S) pojemna torba ramowa może ograniczać dostęp do bidonów – szczególnie jeśli koszyki na bidon są umieszczone wysoko lub geometria ramy zostawia niewiele miejsca. W moim przypadku testowana wersja pozwalała na jeden bidon, co ograniczało trochę możliwości. Z pewnością, przy wariantach o większej pojemności trzeba już dokładnie sprawdzić kompatybilność z konkretną ramą.
Drugie „ale” dotyczy masy. To nie jest torba dla osoby, która liczy każdy gram wyposażenia i porównuje 240 g z 210 g. Konstrukcja jest solidna, a wodoodporność i sztywność mają swoją cenę również na wadze. Jeśli jednak priorytetem jest trwałość i możliwość jazdy w kiepskiej pogodzie, ten kompromis wydaje mi się rozsądny.


AGU Seat-Pack Venture Extreme Waterproof – spakowałam tam pół życia!
Jeśli torba w ramie była moim „centrum dowodzenia”, Seat-Pack Venture Extreme Waterproof pełniła funkcję głównego bagażnika – tylko bez bagażnika.
Torba posiada pojemność 9 l, a całość tworzą dwa elementy: zewnętrzny holster wykonany z Cordury 1000D oraz wyjmowany wodoodporny drybag, który odpowiada za ochronę bagażu przed wodą.
Specyfikacja
- pojemność: 9 l
- wymiary: 50 × 15 × 10 cm
- masa: 512 g
- holster: Cordura 1000D
- drybag: wodoodporny poliester z recyklingu
- zamknięcie: rolowane
- mocowanie: do siodła i sztycy
- elementy odblaskowe: 3M
- cena katalogowa (producenta): 119,95 euro



Do środka pakowałam ubrania na zmianę, odzież przeciwdeszczową i resztę ekwipunku potrzebnego podczas bikepackingu. Przy dziewięciu litrach trzeba jednak trochę nauczyć się pakowania – to nie jest magiczna czarna dziura, do której można wrzucić wszystko bez zastanowienia. Zwłaszcza jeśli chcemy zachować rozsądny rozkład masy.
Zwijane zamknięcie pozwala dopasować objętość do zawartości, a paski kompresyjne pomagają dodatkowo ustabilizować całość. Im lepiej spakujemy torbę, tym mniej powodów, żeby później poprawiać ją na trasie.
I właśnie stabilność była jednym z największych pozytywów tego modelu. Zarówno na gorszym asfalcie, szutrze, jak i podczas szybkich zjazdów torba pozostawała na swoim miejscu. Nie znaczy to oczywiście, że przy bardzo ciężkim załadunku i agresywnej jeździe na stojąco nie da się wyczuć jej obecności. Seat pack pozostaje jednak stabilny, o ile nie potraktujemy go jak tylnego bagażnika i nie próbujemy upchnąć w nim połowy domu.



Cordura i drybag
To rozwiązanie szczególnie przypadło mi do gustu. Zewnętrzna uprząż z Cordury 1000D chroni konstrukcję przed przetarciami i codziennymi przygodami na trasie, natomiast za szczelność odpowiada osobny, wodoodporny drybag. AGU wykorzystuje tutaj również zgrzewane szwy i rolowane zamknięcie.
To ważne rozdzielenie funkcji: Cordura daje wytrzymałość, drybag – ochronę przed wodą.
Doceniłam to szczególnie podczas jednej z wypraw, gdy deszcz nas dopadł – mokry asfalt, sporo wody spod kół i warunki, w których raczej nie chce się sprawdzać, czy producent przypadkiem nie przesadził z hasłem „waterproof” – Nie przesadził! Po wyjęciu ubrań z torby – były suche.
Co więcej, sama torba pełniła trochę funkcję dodatkowego błotnika. Ograniczała ilość wody i błota wyrzucanych spod tylnego koła na plecy. Nie jest to może podstawowe kryterium wyboru torby bikepackingowej, ale podczas mokrej wyprawy bardzo szybko zaczyna się je doceniać.
Na górze znalazły się również elastyczne gumki i dodatkowe punkty mocowania. U mnie trafiły tam między innymi klapki – rzecz kompletnie niekolarska, ale podczas kilkudniowego wyjazdu nagle okazuje się jednym z najważniejszych elementów wyposażenia.


Pros and cons
Podczas trzydniowego wyjazdu 9-litrowy Seat-Pack sprawdził się bez problemu. Ubrania, przeciwdeszczówka i pozostały sprzęt zmieściły się bez konieczności robienia z torby napompowanej do granic możliwości poduszki.
Przy dłuższej, dziewięciodniowej wyprawie sytuacja wyglądała już inaczej. Nie próbowałabym upierać się, że sama 9-litrowa torba wystarczy na wszystko – przy takim czasie trzeba rozsądniej rozłożyć bagaż na cały rower i ograniczyć liczbę rzeczy do tych naprawdę potrzebnych.
I chyba właśnie na tym polega sens bikepackingu. Po kilku dniach człowiek zaczyna rozumieć, że trzy dodatkowe koszulki „na wszelki wypadek” wcale nie są niezbędne (less is more).
Co można poprawić?
Po kilku tygodniach z tym zestawem nie mam listy poważnych wad, ale kilka rzeczy warto mieć na uwadze.
Po pierwsze – masa. Seat-Pack ważący 512 g nie jest rekordzistą kategorii lekkiego bikepackingu. Jeśli budujemy rower pod hasłem „każdy gram ma znaczenie”, znajdziemy lżejsze rozwiązania.
Po drugie – pojemność torby w ramę trzeba dobrać do roweru, a nie odwrotnie. Większe warianty Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof mogą być świetne na dłuższe wyprawy, ale na małej ramie mogą ograniczyć dostęp do bidonów.
Po trzecie – Seat-Pack wymaga sensownego pakowania. Przy nierównomiernie rozłożonym lub bardzo ciężkim bagażu nawet dobrze zamocowana torba może zacząć bardziej pracować na boki. Kompresja i odpowiednie rozmieszczenie rzeczy robią tutaj różnicę.
Nie traktuję tych punktów jako dyskwalifikujących wad. To raczej konsekwencje konstrukcji, które warto znać przed zakupem. Zwłaszcza że w zamian dostajemy bardzo dobrą ochronę przed pogodą i naprawdę solidne wykonanie.

Holenderski projekt – czy warto?
AGU nie jest najtańszą marką w świecie bikepackingu i nie próbuje nią być. Tube Frame Bag Venture Extreme Waterproof kosztuje na europejskiej stronie AGU od 69,95 euro, natomiast Seat-Pack Venture Extreme Waterproof ma cenę katalogową 119,95 euro.
To poziom, przy którym na rynku znajdziemy konkurencję takich marek jak Ortlieb, Apidura czy Restrap. Dlatego pytanie nie brzmi, czy można znaleźć tańszą torbę, bo oczywiście można. Pytanie brzmi raczej: co dostajemy za te pieniądze?
W przypadku testowanego zestawu przede wszystkim trwałość, bardzo dobrą ochronę przed wodą, przemyślane mocowania i materiały przygotowane do regularnego użytkowania. Nie są to ultralekkie torby nastawione na ściganie się z wagą, ale też nigdy nie miałam poczucia, że ich masa przeszkadza mi w jeździe.
Po kilku wyprawach największym komplementem, jaki mogę im wystawić, jest chyba to, że przestałam o nich myśleć podczas jazdy. Nie dlatego, że są niewidoczne czy superlekkie, ale dlatego, że robią dokładnie to, czego oczekuję od dobrego sprzętu bikepackingowego: pozwalają zabrać potrzebne rzeczy, nie wymagają ciągłego poprawiania.
Czy wybrałabym je ponownie? Tak – szczególnie jeśli priorytetem jest trwałość i ochrona bagażu przed zmienną pogodą, a nie walka o każdy gram. Do lekkiego, minimalistycznego bikepackingu znalazłabym lżejsze rozwiązania. Na kilkudniowe wyprawy, podczas których pogoda może zrobić wszystko poza tym, czego sobie życzymy, Venture Extreme okazały się jednak bardzo rozsądnym kompanem.
I chyba właśnie o to chodzi w bikepackingu: żeby więcej czasu spędzać na drodze, a mniej na zastanawianiu się, czy bagaż nadal jest tam, gdzie go zostawiliśmy.



Tekst: Malwina Łączyńska
Zdjęcia: Michał Góźdź, Paweł Borkowski, Malwina Łączyńska



