Zacznijmy od rzeczy, która w polskim tekście zawsze będzie brzmiała absurdalnie: firma Kask nazywa się Kask, bo po włosku „casco” to kask, a założyciel chciał, żeby nazwa mówiła wszystko. Mówi. Aż za bardzo, bo pisanie „kask Kask Protone” wygląda jak zacięta klawiatura.
Kask, czyli firma, która nazywa się Kask
Angelo Gotti założył firmę w 2004 roku w Chiuduno pod Bergamo, w miejscu, gdzie Nizina Padańska kończy się i zaczynają Alpy. Nie był amatorem z garażu – od szesnastego roku życia pracował w fabryce kasków ochronnych, przeszedł drogę od magazynu po szefa biura technicznego. Kiedy odszedł na swoje, wiedział o skorupach i styropianie więcej niż większość branży.
Przełom przyszedł w 2010 roku, gdy na głowach zawodników Team Sky pojawiły się kaski z Bergamo. Wiggins, Froome, potem Ineos Grenadiers – ta współpraca trwa do dziś i to na niej Kask zbudował rozpoznawalność. Do tego dorzućmy siedem zwycięstw w Tour de France, medale olimpijskie i milion sprzedawanych kasków rocznie w ponad osiemdziesięciu krajach. Nieźle jak na firmę, która zatrudnia raptem około 170 osób i uparcie trzyma produkcję w całości we Włoszech.
Czym się wyróżniają? Dwiema rzeczami. Po pierwsze – konsekwentnym „made in Italy”, co w czasach, gdy większość skorup formuje się w Azji, jest już niemal manifestacją. Po drugie – uporem w kwestii MIPS-u, a właściwie jego braku. Kask chyba jako jedyny duży gracz nie kupił licencji na żółtą plastikową wkładkę i zamiast tego opracował własny protokół testowy WG11, badający odporność kasku na uderzenia rotacyjne. Czy to lepsze podejście, czy tylko inne – o tym za chwilę, bo temat jest ciekawszy, niż sugeruje marketing obu stron.
Technika
Protone zadebiutował w 2014 roku. Icon, czyli wersja druga, pojawił się w 2022 roku i z zewnątrz wygląda niemal identycznie. Celowo. Kask wiedział, że sylwetki się nie rusza – to trochę jak z Porsche 911.
Zmiany poszły do środka. Najważniejsza to wewnętrzna rama wzmacniająca, która spina konstrukcję i ma zapobiegać rozpadowi kasku na kawałki przy uderzeniu. Skorupa wykonana jest w technologii in-mold, z polikarbonem schodzącym nisko i owijającym dolną krawędź – styropian nie wystaje nigdzie, gdzie mógłby obić się o kant szafki albo kamień na szutrze. Górna i dolna część skorupy łączą się bezszwowo, co daje ten charakterystyczny, gładki wygląd.
Liczby: 233 g deklarowanej wagi w rozmiarze M, 20 otworów wentylacyjnych z głębokimi kanałami wewnętrznymi, trzy rozmiary pokrywające obwody od 50 do 62 cm i kilkanaście wersji kolorystycznych – od zachowawczej czerni po kolory, których nie założyłbym nawet na Halloween.
System dopasowania to Octofit+. Duże, gumowane pokrętło daje się obsłużyć w pełnych rękawiczkach. Wyściółka z CoolMaxu jest wyjmowana i nadaje się do prania, pasek podbródkowy jest z miękkiego, antyalergicznego materiału zamiast szorstkiej taśmy, a z tyłu odblaskowa wstawka. Detale, ale z takich detali składa się kask za tysiąc złotych.
I wreszcie bezpieczeństwo. Protone Icon spełnia normy CE/EN 1078, CPSC i AS/NZS, a ponadto przechodzi wspomniany firmowy test rotacyjny WG11. Kask twierdzi, że odpowiednio zaprojektowana geometria skorupy i dobór materiałów załatwiają to, co u konkurencji robi MIPS. Problem w tym, że WG11 to test wewnętrzny, którego wyników firma nie publikuje w porównywalnej formie. Nie twierdzę, że to kask niebezpieczny. Ale kupując go, kupujesz w kwestii ochrony rotacyjnej głównie słowo producenta. Uczciwość wymaga, żeby to powiedzieć wprost.
Na głowie
Najlepsza rzecz, jaką mogę powiedzieć o Protone Icon, brzmi banalnie: zapominam, że go mam. Przy 230 gramach i dobrze rozłożonym nacisku kask po prostu znika. Nie ma punktów, które po czterech godzinach zaczynają wiercić w czaszce, nie ma ucisku na skroniach, nie ma tego uczucia, że nosisz na głowie doniczkę. To najważniejsza cecha kasku na długie dystanse i tutaj Włosi odrobili lekcję celująco.
Wentylacja – bardzo dobra, choć nie rekordowa. Dwadzieścia otworów broni się w gorące dni; kanały wewnętrzne faktycznie przeciągają powietrze nad czaszką. To świetny kask na ciepłe i gorące dni, natomiast trzeba liczyć się z tym, że na zmienne polskie warunki lub wysokie góry… pizga. Czapeczka pod kask koniecznie.
Octofit+ to dwie strony medalu. Pokrętło jest dobre, stabilizator karku trzyma pewnie, ale wstępna regulacja wysokości koszyka wymaga więcej dłubania niż w systemach, gdzie ustawia się to raz, porządnie. Kto lubi poprawiać kask co przejażdżkę, będzie kląć, bo rzeczywiście każdorazowe założenie poza ściągnięciem obwodu pokrętłem wymaga regulacji głębokości kasku.
Rzecz warta odnotowania: pasek podbródkowy. Miękka, szeroka taśma przypominająca skórę zamiast standardowego parcianego sznurka. Drobiazg, a buduje wrażenie produktu premium.
Werdykt
Protone Icon kosztuje w Polsce oficjalnie okolice 1200–1300 zł, ale realnie widziałem go już za mniej niż tysiąc. Za te pieniądze konkurencja z Ameryki, Skandynawii i drugiego końca Włoch oferuje kaski z pełnoprawnym MIPS-em – często potwierdzonym pięcioma gwiazdkami w niezależnych testach.
Branża kasków żyje w rytmie dwuletnich rewolucji. Nowa nazwa technologii, nowy patent, nowa obietnica, że tym razem naprawdę. Protone Icon stoi obok tego jarmarku i patrzy z lekkim znudzeniem, jak stary mistrz patrzy na debiutantów, którzy jeszcze wierzą, że kolarstwo da się wymyślić od nowa. Bryła z 2014 roku. I co? I nic. Nadal wygląda lepiej niż połowa tego, co wjechało na rynek w zeszłym sezonie.
Więc tak: to jest znakomity kask z gwiazdką. Kupujesz dekadę włoskiego rzemiosła i dopasowanie, przy którym konkurencja szeleści plastikiem i styropianem. Nie kupujesz MIPS-a. Jeśli jeździsz sercem – bierz i nie oglądaj się. Jeśli jeździsz arkuszem kalkulacyjnym – arkusz wskaże ci inne drzwi i też będzie miał rację. Rzadko która recenzja kończy się tym, że obie strony sporu wychodzą z niej wygrane. Ta tak.
Tekst: Michał Góźdź
Zdjęcia: Michał Góźdź, Katarzyna Jasińska
Informacja o transparentności:
Kask Protone Icon został udostępniony redakcji ETNH do testów przez polskiego dystrybutora marki Kask, firmę P3 Poręba Bike Distribution. Dystrybutor nie miał wpływu na treść recenzji, wnioski ani końcową ocenę produktu. Recenzja powstała w oparciu o realne użytkowanie kasku.



