Do jedynki mam słabość, której nawet nie próbuję ukrywać — rok jeździłem w Vento Ferox Carbon jako w butach pierwszego wyboru i do dziś uważam, że to był majstersztyk balansowania między wyścigowym konceptem a przygodową stroną gravela. Sztywna podeszwa i guma, po której dało się chodzić po grani. Ściganie w sobotę, bikepacking w wakacje, te same buty.
Kiedy Fizik ogłosił dwójkę „przebudowaną od zera”, pierwsza myśl była nerwowa. Od zera? Po co? Przecież działało.
Pierwsze wrażenie
Po wyjęciu z pudełka widać że zmieniło się sporo. Ferox 2 to w gruncie rzeczy teraz piekielnie sztywna karbonowa podeszwa, do której doszyto skarpetę, a całość dokręcono rzepem i pokrętłem BOA. Tyle. Nie ma tu klasycznej cholewki i języka w starym rozumieniu — jest wewnętrzna skarpeta z perforowanego Airprene’u, która obejmuje stopę niczym druga skóra, oraz dwuwarstwowa siatka laminowana PU na wierzchu.
Konsekwencja numer jeden: zakładanie. Pierwsze podejście wygląda jak walka z neoprenowym kaloszem o dwa rozmiary za małym i szczerze mówiąc, pomyślałem, że to koniec naszego romansu. Że Fizik stworzył buta do czystego ścigania i niczego więcej — zakładasz przed startem, zdejmujesz za metą, a w międzyczasie lepiej nie mieć potrzeb fizjologicznych. Zakładanie wymaga odpowiedniej techniki (rozpiąć wszystko do zera, potem cała procedura naciągania skarpety), ale po tygodniu można dojść do wprawy. Różnica względem jedynki, w którą stopa wchodziła jak do kapcia, jest jednak wyraźna.
Konsekwencja numer dwa okazała się znacznie ważniejsza. O niej jednak za chwilę.
Co konkretnie przebudowano?
Fason jest nowy — linia buta od pięty do palców jest mniej wygięta niż w klasycznych włoskich konstrukcjach, więc stopa układa się naturalniej, a duży palec nie jest spychany do środka. Do tego niżej osadzona pięta i więcej miejsca z przodu. Fizik tłumaczy to zmianą pozycji na współczesnych rowerach i coś w tym jest: geometrie się wydłużyły, siedzimy inaczej niż pięć lat temu, a buty projektowano wciąż z myślą o dawnych, krótkich gravelach. Palce dostały wreszcie przestrzeń do pracy, choć profil pozostał wąski, w klasycznym włoskim stylu. Osoby o szerokiej stopie nadal nie mają tu czego szukać.
Płyta X1 Carbon też jest inna: szersza i niższa. Więcej karbonu ma faktyczny kontakt z pedałem w każdej fazie obrotu i to czuć zwłaszcza na długich odcinkach — stopa nie szuka pozycji, a podparcie jest stabilne w każdym miejscu. Sztywność 10/10 w skali Fizika to poziom ich topowych modeli szosowych. Uwaga! Skale sztywności u różnych producentów są nieporównywalne (Northwave kończy swoją na 15), ale umówmy się: sztywniej już po prostu się nie da.
Powerstrap przeszedł największy lifting w całym bucie i nadal robi to, za co pokochałem go w pierwszej wersji — nie ściąga samej cholewki, lecz oplata stopę i dociska ją bezpośrednio do podeszwy. Teraz otrzymał diagonalną pętlę po wewnętrznej stronie, zintegrowaną z wkładką, dzięki czemu siła zapięcia rozkłada się na jeszcze większej powierzchni. Guma pokrywa całą podeszwę razem ze śródstopiem. Są gniazda na kolce dla fanatyków pchania w błocie.
Dane techniczne
- Cholewka: dwuwarstwowy mesh laminowany PU, wewnętrzna konstrukcja skarpetowa z perforowanego Airprene
- Zapięcie: BOA Li2 (przodostopie) + Powerstrap (podbicie)
- Podeszwa: X1 Carbon, gniazda na kolce
- Indeks sztywności: 10/10 (skala Fizik)
- Waga: 300 g dla rozmiaru 43
- Rozmiary: 36–48, połówki 37–47
- Kolory: Black/Dark Forest, White/Light Grey, Light Grey/Mint Green
- Cena: 1395 zł
3000 km później
Zacznijmy od tego, co w tym bucie najważniejsze. Sztywność jest kapitalna — wciskasz w pedał i wszystko idzie w napęd, bez strat po drodze, bez wrażenia papuciowatości, które znamy z bardziej komfortowych konstrukcji. Z drugiej strony przy dobrze dopasowanym BOA i rzepie można w tym jeździć cały dzień bez drętwienia stóp i nieprzyjemnego ucisku. Zwykle ta bajka działa w jedną stronę — albo sztywno, albo wygodnie. Tu jest sztywno i komfortowo naraz, i to jest największe osiągnięcie tej konstrukcji.
Wracamy do konsekwencji numer dwa. Skarpeta, która przy ubieraniu doprowadza do szewskiej pasji, na stopie znika. Nie ma punktowych nacisków, nie ma szwów, nie ma miejsc, w których but „jest”. Po zapięciu raz przez cały dzień nie ma powodu, żeby o nim myśleć. W jedynce zdarzało mi się poprawiać BOA w trakcie jazdy — tu ani razu nie poczułem potrzeby.
Przewiewność została na poziomie jedynki, czyli wybitna latem i zabójcza zimą. Laminat PU dalej nie nasiąka, błoto schodzi myjką na stacji razem z błotem z roweru, a po przemoczeniu but schnie szybciej niż skarpety w nim.
Jest za to rysa na tym obrazku, i to dosłownie. Podczas chodzenia po skalistym terenie udało mi się odłupać przednią część zębów podeszwy — tych plastikowo-gumowych występów przy nosku. Na działanie buta nie wpływa to w żaden sposób, ale estetycznie boli. Martwi co innego: stało się to dość szybko. Jedynka przez rok bike&hike’u po graniach zebrała tylko powierzchowne blizny, dwójka straciła zęby po pierwszej wspinaczce z rowerem na plecach. Wniosek nasuwa się sam — to nie są buty do pieszych wędrówek po skałach. Zsiąść, przepchnąć, przespacerować po trawie: tak. Godzinne podejście po rumowisku: lepiej nie.
No i jest jeszcze sprawa estetyki. Wariant White/Light Grey to są przepiękne buty. Dwa lata temu białe buty na gravelu były kontrowersją, dziś są standardem, a Ferox 2 w bieli wygląda jak złoty standard. Mimo że białe.
Rozmiarówka — uwaga
Przy jedynce zamówiłem 43 i wybrałbym o rozmiar mniejsze. Historia lubi się powtarzać, więc tym razem ostrzegam z góry: Fizik szyje z zapasem. Rozmiar 42 odpowiada wkładce 270 mm, gdzie u części producentów — również włoskich — ta sama czterdziestka dwójka to bliżej 267 mm. Do tego dochodzi ciasny charakter samej konstrukcji skarpetowej. Przymiarka przed zakupem nie jest sugestią.
Werdykt
Ferox 2 Carbon zrobił psikusa. Na dzień dobry wygląda jak but, który porzucił przygodową duszę jedynki na rzecz czystego ściganka — trudniejszy w ubieraniu, ciaśniejszy, bardziej bezkompromisowy. A po połowie sezonu okazuje się, że to po prostu wspaniały but, z którym ciężko się rozstać. Sztywny jak deska i jednocześnie wygodny na cały dzień, przewiewny, praktycznie bezobsługowy. I przepiękny w białym.
Cena. 1395 zł. Tysiąc trzysta dziewięćdziesiąt pięć złotych za parę butów, kurwa mać. I teraz najgorsze: nie mogę nawet z czystym sumieniem napisać, że to zdzierstwo. Bo but jest wybitny, bo jedynka kosztowała 1350 zł i podwyżka jest w sumie kosmetyczna. Fizik doskonale wie, że są tacy co zapłacą. I zapłacimy, klnąc pod nosem przy terminalu. Witamy w gravelu roku 2026 — sporcie, który miał być tanią alternatywą dla szosy.
Jeżeli masz szeroką stopę albo twój gravel to głównie bikepacking z długimi pieszymi odcinkami po skałach — to nie jest ten model. Przymierz inne albo zostań przy jedynce, dopóki jest w sprzedaży. Cała reszta, czyli ci, którzy z roweru schodzą tylko wtedy, gdy naprawdę muszą: absolutna czołówka rynku.
Tekst: Michał Góźdź
Zdjęcia: Michał Góźdź, Katarzyna Jasińska
Informacja o transparentności:
Buty Fizik Ferox 2 Carbon zostały udostępniony redakcji ETNH do testów przez dystrybutora marki Fizik w Polsce, firmę Aspire. Dystrybutor nie miał wpływu na treść recenzji, wnioski ani końcową ocenę produktu. Recenzja powstała w oparciu o realne użytkowanie butów.



