Skip to main content

Stworzony z myślą o długich dystansach, gdzie droga jest celem samym w sobie. Raczej nie wyścigowy, ale przecież nikt tego nie sprawdza (poza typami w pierwszym sektorze startowym). Rower dla miłośników klasyki, ale nie w boomerskim wydaniu – dla tych, którzy wiedzą, jak ma działać i lubią, kiedy działa jak należy.
„Technicznie newskoolowy top notch, wizualnie zachowawczy, może nawet nostalgiczny.
Powstał z ręki, głowy i przede wszystkim z serca osoby od zawsze związanej z rowerami.
Intencjonalny w każdym detalu„.

Tak obiecują.

Meant for Distance. Meant for Comfort

LAAND powstał, by jechać dalej i dłużej – w głąb lądu, w głąb siebie. Bardziej do nabijania kilometrów i zapisywania historii, niż liczenia watów i kalorii.
Rower ma być komfortowy, ale nie w sensie ortopedycznym – zapomnij o kanapie na kołach – tutaj komfort ma oznaczać, że nie musisz walczyć z rowerem, wystarczy, że walczysz z samym sobą. To oznacza, że możesz jechać dalej i finalnie zmęczyć się jeszcze bardziej.

Trzeba przyznać, ma sens.

Filozofia marki: luxury lifestyle, the other way

Nikt nie ujmie tego lepiej niż odwrócona Wieniawa: „Bogactwo to stan umysłu” (no to przynajmniej jakoś brzmi!). Prawdziwy luksus to przecież połamane krakersy z pasztetem jedzone na przystanku i druga doba bez zasięgu!

LAAND będzie zachęcał, żeby jechać z ziomkami na biwak do lasu w Tychach albo objechać Śniardwy. W czwartek. W podejściu (ale też kolorach) marki zobaczycie dużo outdoorowego ducha – coś jak rowerowa Patagonia czy Fjällräven. Dużo jazdy w nieznane, dużo bycia dorosłym w naszym stylu. Tak, już można wyjść z domu, jechać do lasu i nikomu o tym nie powiedzieć.

Technikalia: Build your story. From The Base

Powiedz, że masz nowoczesnego gravela, bez pokazywania go. Proszę bardzo: ICR / UDH / +50 mm / relaxed geo / aeropacking. W wolnym tłumaczeniu: kable schowane przed światem, hak, który kupisz w każdym warzywniaku, i prześwit na oponę, która wybacza błędy młodości. Plus dziwny swąd MTB (a może to tylko nasza projekcja?).


Gdzie produkcja? Tam, gdzie mikroprocesory – Tajwan.
Solidna jakość, sprawdzeni dostawcy, rozsądna cena.
Azjatycko brzmią też nazwy kolorów: Wild Sage, Curry Yellow, Oyster Coral i Black Pepper.

Można zgłodnieć.

Testy

Pierwsze projekty techniczne powstały w 2022 roku (Ten rok przecież nie istniał! Co oni?!) LAAND ma za sobą trzy tury prototypów i łącznie trzy lata testów, chowania się po krzakach i jeżdżenia bocznymi drogami. Kiedy my wrzucaliśmy fotki z zachodzikami na hałdzie, te ramy dostawały łomot gdzieś w górach. Wszystko po to, żeby dowieźć niespodziankę, bez niespodzianek.

Materiały z testów już wkrótce na Instagramie LAAND.

Promise LAAND, czyli jak to obejrzeć i kupić

Więcej mięsa/tofu oraz korzystny pre order pojawi się już w kwietniu 2026. Sprzedaż w Polsce w modelu Direct-to-Consumer ma zapewnić celujący stosunek jakości do ceny. Model sprzedaży bezpośredniej pozwala ściąć marże pośredników i koszty logistyczne, co w praktyce oznacza, że Twój budżet ląduje w ramie i komponentach, a nie w prowizjach dystrybutorów.

W pierwszej kolejności pojawią się framesety z widelcami, na bazie których będzie można zbudować swoją maszynkę do kilometrów. Prace nad nowatorsko wyspecyfikowanymi rowerami trwają.
Rowery będą dostępne w całej Europie z naciskiem na kraje niemieckojęzyczne i Skandynawię.

Kim oni są?

Za projektem LAAND stoi człowiek, który, jak sam o sobie mówi, ma w głowie tylko trzy rzeczy: bikes, boards and baguettes (w tej kolejności). W siodle od zawsze. 
Projektuje od 2008. Pierwszego gravela zaprojektował (wizualnie) już w 2014.
Rowery spod jego myszki i tabletu można liczyć w setkach tysięcy egzemplarzy i spotykacie je od Biedronki do Majorki.

Brzmi tajemniczo? Tak ma być!


Redakcja tekstu: Anna Tkocz
Zdjęcia: Laand