Poprzedni Canyon Grizl wyraźnie odcisnął swoje piętno na polskiej scenie gravelowej. Przez pewien czas pojawiał się na każdej ustawce w liczbie wręcz przytłaczającej – i trudno było się temu dziwić. Słusznie porównywany do Volkswagena Passata, stał się symbolem rozsądnego wyboru: bez fajerwerków, ale za to przewidywalny, dostępny i po prostu skuteczny. Tak bardzo, że na szutrach mówiło się już nie o “gravelowaniu”, tylko o “grizlowaniu”.
Cztery lata po premierze pierwszego Grizla Canyon postanowił odświeżyć swojego bestsellerowego gravela. I zrobił to w stylu charakterystycznym dla marki: ramę uczynił jeszcze bardziej “nudną” – spokojną, stonowaną i podporządkowaną praktyczności. Ale równocześnie wypuścił też linię Escape, która błysnęła zintegrowanym oświetleniem, własnym systemem zasilania i kontrowersyjnym kokpitem.
Efekt? Powstała cała rodzina rowerów – od podstawowych modeli, po futurystyczne konstrukcje z metką ESC. Jak wyglądają te elektroniczne bajerki i cała linia nowych Grizli, możecie przeczytać w osobnym artykule, który przygotowaliśmy na premierę, klikając poniżej.

Specyfikacja CF 7 OG i CF7 ESCAPE
Do testów trafiły dwa warianty nowego Grizla: CF 7 OG i CF 7 Escape. Na pierwszy rzut oka to bliźniaki – obie wersje bazują na tej samej karbonowej ramie Grizl CF z kompletem mocowań, tym samym karbonowym widelcu i identycznym napędzie Shimano GRX 822 w układzie 1×12 oraz kołach DT Swiss Gravel LN.
Różnice jednak są i to takie, które nadają rowerowi inny charakter. OG stawia na kasetę o rozpiętości 10-45 (SLX CS-M7100) i standardowy aluminiowy kokpit. Escape natomiast dostał kilka smaczków – zamiast typowej kierownicy Canyon wrzucił tu charakterystyczny karbonowy kokpit Full Mounty z dodatkowym miejscem na torbę (lub banany i ananasy), do tego rower wyposażono w kasetę o szerszym zakresie 11-51 (SunRace CSMZ800 – 650 gramów!!!) i bardziej terenowe opony Schwalbe G-One Overland Performance.
CF7 Escape po lewej, CF7 OG po prawej.


W praktyce oba rowery dzielą ten sam fundament, ale różnią się podejściem. OG to wersja “czysta” – idealna jako baza, którą każdy doposaży po swojemu. Escape natomiast daje lekko zmieniony smak: dziwaczny, ale funkcjonalny kokpit i podjazdowy zestaw przełożeń. To różnice, które nie zmieniają DNA Grizla, ale mogą zdecydować, czy rower będzie twoim codziennym gravelerem, czy bardziej platformą pod długie, obładowane wyjazdy.
Redakcyjnie dodamy jedno: Escape w modelu CF7 nie jest rewolucją. To raczej przyprawa do przepisu, który wszyscy już znamy – i od ciebie zależy, czy akurat ta przyprawa będzie pasować do twojego gravelowego menu.
Pierwsza modyfikacja, jaką zrobiliśmy jeszcze przed wyjazdem do Czarnogóry, to wymiana kół w CF 7 OG. To zresztą zapewne będzie naturalny pierwszy upgrade dla większości nowych właścicieli Grizla, bo po wyciągnięciu z kartonu Grilz w rozmiarze M waży solidną dychę! Fabryczne, dość ciężkie DT Swiss Gravel LN zastąpiliśmy zestawem karbonowych Evanlite Gravel Champion, obutych w opony Pirelli Cinturato Gravel M w szerokości 50 mm, aby wykorzystać w pełni prześwity w ramie.





Rama i geometria
Nowy Grizl CF nie wprowadza rewolucji w geometrii, ale wprowadzone zmiany zdecydowanie zwiększają jego praktyczność. Modyfikacje są subtelne: kąt główki ramy został nieco złagodzony, a rozstaw osi wydłużony, co przekłada się na lepszą stabilność, zwłaszcza przy jeździe z bagażem. To wciąż gravel, który najlepiej sprawdza się na długich prostych i spokojnej jeździe, a mniej nadaje się do dynamicznych zrywów czy ciasnych zakrętów.










To ewolucja, którą naprawdę docenisz dopiero wtedy, gdy załadujesz mandzur i ruszysz w dłuższą trasę. Kąt główki ramy zluzowany do 71°, a rozstaw osi zwiększony o kilkadziesiąt milimetrów w większości rozmiarów — na przykład w testowanym rozmiarze M wzrósł z 1050 mm do 1076 mm. Zwiększono także wysokość kokpitu — wyższy stack zapewnia bardziej komfortową, wyprostowaną pozycję, co sprawia, że jazda staje się bardziej zrelaksowana.
Porównanie geo nowy Grizl vs poprzedni.

Dla fanatyków cyferek dla wszystkich dostępnych rozmiarów Grizla (od 2XS do 2XL – małe rozmiary dostały również koła 700C) odsyłamy na stronę canyon.com.
Największą zmianą praktyczną w nowym Grizlu jest prześwit na opony do 54 mm. To sporo! Na fabrycznych 45 mm oponach ten rower jest sprawny w terenie, ale możliwość założenia balonów 50–54 mm oznacza, że bez obaw można wjechać w wymagający teren, zalatujący już obszarem zarezerwowanym dla opon o szerokości znanej z MTB.
Rama została też uzbrojona w bogaty zestaw punktów montażowych: trzy koszyki na bidon, mocowania na widelcu, dodatkowe pod spodem dolnej rury do montażu dedykowanych toreb (fajny patent z fidlockiem), a także klasyczne otwory do przykręcenia tylnego bagażnika. W praktyce daje to dużą dowolność w konfiguracji – od lekkiego zestawu bikepackingowego po pełne obciążenie z klasycznymi sakwami (sic!).
Nowością, która wyróżnia tę generację, jest zintegrowany schowek w dolnej rurze. Tutaj jest niewielki i zamykany mocno tandetną plastikową klapką. Zmieści się multitool, naboje CO₂ i oczywiście kabanosy (ale te cienkie).
Na uwagę zasługuje też fakt, że Canyon wrócił do klasycznej obejmy sztycy. Miło, że już nie trzeba tam gmerać z przykręcaniem w ramie niczego i oczekiwaniu, aż strzeli.



Środowisko testowe
Nowe Grizle trafiły do nas na poważny test w środku bikepackingowego sezonu. Na Grizlu CF 7 OG i CF 7 ESC przejechaliśmy łącznie ponad 1500 kilometrów w dwóch zupełnie odmiennych sceneriach. Pierwszym sprawdzianem było 700 km po górach Czarnogóry, z przewyższeniami liczonymi w dziesiątkach tysięcy metrów i terenem, gdzie kamień goni kamień. Wąskie serpentyny, ostre zjazdy i skała – tam rower naprawdę dostał w kość. Drugim testem był 600-kilometrowy bikepacking przez Szwecję, z Karlskrony do Sztokholmu: rytmiczna jazda po szutrach, długie proste, północne światło. Dwa różne światy, które razem stworzyły idealne laboratorium do wystawienia opinii.



Wrażenia z jazdy
Tu właśnie wychodzi cała “nuda” Grizla. To rower, który absolutnie nie prowokuje do sprintu, nie zachęca do zabawy, nie kusi, żeby się ścigać z kolegą na rundzie. Na krótką, szybką akcję po pracy wybierzesz coś innego – bardziej agresywnego, bardziej “żywego”. Grizl natomiast… tonuje emocje. Wsiadasz i czujesz, że jego miejsce jest gdzie indziej.
Pozycja jest mocno komfortowa (żeby nie powiedzieć trekkingowa!) i pierwsze, co trzeba podkreślić, to absolutna stabilność i przewidywalność Grizla. Z kompletem toreb, nawet w trudnym terenie, rower trzyma linię, a geometria nie prowokuje do nerwowych ruchów. Zjazdy po luźnych kamieniach w Czarnogórze pokazały, że to rower, który nie “walczy” z tobą – przeciwnie, daje poczucie ogromne bezpieczeństwa, mówi: „jedź spokojnie, ja to ogarnę”.
Jeśli poprzedni Grizl był Passatem, to nowy z mandżurem na tydzień włóczęgi po górach zachowuje się jak stary Land Cruiser – spokojny, niewzruszony, odporny na terenowe wyzwania. Dzięki temu pozwala skupić się na tym, co najważniejsze – na przygodzie i miejscach, do których cię zabiera.
Drugim wyróżnikiem jest komfort. Szerokie opony (u nas Pirelli Cinturato Gravel M 50 mm na karbonowych Evanlite’ach), połączone z uspokojoną geometrią i krótkim mostkiem, sprawiały, że wielogodzinne etapy – czy to na bałkańskich kamienistych drogach, czy na szwedzkich szutrach – nie męczyły tak, jak na bardziej gravelach o sportowym geo. To rower, który zachęca do spokojnego, równego tempa, a nie do sprintów.
Nie ma co udawać – Grizl CF 7 nie jest rowerem do zabawy. Nie daje żywiołowej reakcji na każde naciśnięcie pedału, nie przyspiesza z dreszczykiem. To maszyna stworzona z myślą o setkach kilometrów, a nie interwałach.



Zaskoczenia
Pozytywnym zaskoczeniem okazał się napęd Shimano GRX w wersji mechanicznej. Ciężko to napisać w czasach, gdy elektronika jest standardem, a przyzwyczajeni jesteśmy, że „poważny gravel” oznacza AXS, jazda na klasycznej, dwunastorzędowej, linkowej przerzutce wydaje się czymś niemal oldschoolowym. Tymczasem w kontekście wyprawowego roweru to strzał w dziesiątkę. Przerzutki działają płynnie i precyzyjnie, nawet wtedy, gdy napęd nie jest już w katalogowej czystości. Ani razu nie mieliśmy z nimi problemów – a to w warunkach wielodniowego bikepackingu jest argument, który trudno przecenić.
Drugim zaskoczeniem była kierownica Escape Cockpit. Na zdjęciach katalogowych wygląda efektownie, a nawet trochę zabawnie – i faktycznie, pod kątem komfortu chwytu trudno sobie wyobrazić, że ktoś realnie będzie trzymał ręce tak, jak pokazuje Canyon. To rozwiązanie nie poprawia ergonomii. Natomiast trzeba przyznać, że ma swoje plusy: pozwala dobrze zorganizować przestrzeń na kokpicie. Dzięki wysunięciu akcesoriów do przodu łatwo zamontować licznik, lampki czy torbę bikepackingową bez kombinowania i kolizji między elementami.


Podsumowanie
Canyon Grizl CF 7 to paradoksalnie rower nudny – w tym najlepszym możliwym znaczeniu. Nie zwraca na siebie uwagi, nie podbija tętna sprintem na asfalcie, nie będzie błyszczał na lokalnej ustawce. Ale kiedy wrzucisz na niego torby i skierujesz się na koniec świata, nagle odkrywasz, że właśnie w tej “nudzie” jest cały sens. To rower uspokojony i niewzruszony, który po prostu jedzie – a ty możesz wreszcie skupić się na tym, po co tak naprawdę wsiadamy na gravela: na przygodzie.
Tekst: Michał Góźdź
Zdjęcia: Michał Góźdź, Anna Tkocz