Kilka tygodni temu Canyon pokazał Endurace CFR — flagowiec skrojony pod zawodowców, rower który pojechał i wygrał wiosenne klasyki. Teraz Niemcy dokładają do rodziny dwa modele dla śmiertelników: Endurace CF SLX i tańszy Endurace CF. W katalogu endurance to all-road z ambicjami. Po dwóch tygodniach z egzemplarzem redakcyjnym SLX możemy powiedzieć, że to idealny gravel w kategorii: 80% szosa / 20% szuter.
Czym właściwie jest nowy Endurace?
Na papierze to szosówka endurance — czyli rower zaprojektowany pod długie kilometry z naciskiem na komfort, a nie wyścigowe sekundy. W praktyce Canyon poszedł o krok dalej i stworzył coś, co można opisać jako szosówkę dla kogoś, kto regularnie skręca w nieasfaltową odnogę i nie chce z tego powodu kupować drugiego roweru.
Endurace CF SLX to zupełnie nowa, samodzielna platforma — nie jest to po prostu CFR z obniżonym budżetem. Rama z włókna węglowego waży poniżej 1000 g, a aerodynamika jest wprost zapożyczona od flagowego CFR. Canyon twierdzi, że w teście tunelu aerodynamicznego prowadzonym przez magazyn TOUR, rower generował zaledwie 209 W oporu przy 45 km/h — czyli mniej niż większość szos do ścigania z World Tour.



Prześwit na opony wynosi 38 mm. To nie jest gravel, ale 38 mm (a pewnie 40 wciśniesz!) to dziś ponoć standard, który daje dwie możliwości: można założyć szersze opony na bezdroża, można wrócić do węższych na asfalt. Geometria to tzw. Sport Geometry (marketingowy zwrot, chodzi o geo dla MAMILI) — wyższy stack i krótszy reach niż w CFR czy Aeroadzie, co oznacza bardziej wyprostowaną pozycję. Nie musisz być zawodnikiem, żeby po czterech godzinach nie bolały cię plecy.
Nowości warte odnotowania: sztyca SP093 VCLS Aero zwiększa pionową ugięcie o ponad 25% względem sztywnego odpowiednika, przy jednoczesnym zachowaniu aerodynamicznego profilu. Korby są krótsze niż w poprzedniej generacji — rozmiar M (czyli nasza testówka dla chłopa 183 cm) dostaje teraz 165 mm zamiast 172,5 mm, co przekłada się na bardziej otwarty kąt bioder i mniejsze przeciążenie kolan przy wysokiej kadencji. Drobny szczegół, który docenia się po dłuższych dystansach. Jest też schowek w rurze dolnej (LOAD Down Tube Storage), mocowania na błotniki DEFEND Fast Fender oraz nowy kokpit PACE Bar z kompaktowym dropem zaprojektowanym specjalnie pod pozycję endurance.






Dwa tygodnie w siodle — wyznania gravelowców na szosie
Pierwsza jazda była niekomfortowa psychicznie. Nie fizycznie — fizycznie było świetnie, do czego dojdziemy — ale psychicznie. Skręciłem w asfalt. Świadomie. Z wyboru. Bez planu żeby za chwilę skręcić znowu na szuter.
Pozycja działa dokładnie tak jak Canyon obiecuje: jak dobra kanapa z porządnego sklepu z meblami. Nie za miękka, nie za twarda, nie wymaga żadnego okresu adaptacji. Wsiadasz i po pięciu minutach zapominasz że siedzisz na rowerze — skupiasz się na jeździe, nie na walce z geometrią. Jestem przyzwyczajony do bardziej agresywnych pozycji na gravelach, to było odświeżające. Plecy po czterech godzinach? Normalne. Kark? Spokojny. Kolana? Zadowolone.
Prowadzenie jest neutralne do granic przyzwoitości. Endurace CF SLX nie ma charakteru — i to jest komplement. Jedzie tam gdzie go skierujesz, bez nerwowości i niespodzianek. Na zakrętach jest przewidywalny, na zjazdach spokojny. Kilka razy złapałem się na tym że jadę szybciej niż myśałem bo rower po prostu nie sygnalizuje prędkości tak dramatycznie jak radykalne geometrie.
VCLS działa, koła bez stożka działają (ale nie wyglądają). Drgania są tłumione wyraźnie i bez żadnej straty w sterowności.



A gravel? Pytacie o gravel?
Oczywiście pojechaliśmy na gravel. Nie mieliśmy wyboru. Po tygodniu jeżdżenia po asfalcie i udawania że to normalne, skręciliśmy w końcu w szutrową drogę i odetchnęliśmy z ulgą.
Przy zamontowanych oponach 32 mm rower zachowuje się na utwardzonym gruncie spokojnie i przewidywalnie. Na typowej polskiej leśnej drodze — zbitym szutrze, wyrównanych gruntówkach, asfaltowej bocznej drodze która od dawna nie widziała walca — jedzie bez problemów i bez dramatu. Geometria nie walczy z terenem, rower nie wyrywa się z rąk.
Natomiast powiemy to wprost: to nie jest gravel i nie będziemy udawać że jest. Na luźnym żwirze, głębszym piasku czy technicznym terenie 32 mm to zbyt mała poduszka i zbyt mało bieżnika żeby było naprawdę przyjemnie. Endurace CF SLX jest uczciwy wobec siebie — to szosówka, która zjechała ze szosy na chwilę i nie ma z tym problemu, ale nie twierdzi że jest w swoim żywiole.
Dla nas, którzy tę granicę regularnie przekraczamy — za daleko. Dla kogoś kto jeździ 80% asfalt i 20% gravel rozumiany jako „szutrowa droga do lasu” — idealnie.




Słowo o cenie
Endurace CF SLX startuje od 3 999 EUR w wersji 7 AXS — z elektrycznym przerzucaniem i karbonowymi kołami w standardzie. Jest też tańszy Endurace CF, zaczyna się od 1 699 EUR i jest jednym z bardziej sensownych punktów wejścia w karbon na rynku jeśli chodzi o stosunek specyfikacji do ceny.
Canyon sprzedaje wyłącznie przez canyon.com i aplikację, bez sieci dealerów — co historycznie oznacza lepszą ofertę za te same pieniądze. Siedem rozmiarów od 2XS do 2XL, kalkulator dopasowania na stronie.
Od gravelowców którzy się trochę wstydzą
Endurace CF SLX to dobry rower. Bardzo dobry. Komfortowy, szybki, neutralny w prowadzeniu i zaskakująco wszechstronny jak na szosę. Gdybyśmy mieli jeździć głównie po asfalcie — a nie mamy — kupilibyśmy go bez wahania.
Ale jesteśmy gravelowcy. Zanim oddamy karton do Canyona z podziękowaniem, zdezynfekujemy sumienia, i wrócimy do opisywania błota… jeszcze trochę pojeździmy.
Rower jest naprawdę dobry. Nie powiemy tego głośno.
Więcej o Endurace CF SLX i Endurace CF na www.canyon.com


Tekst: Michał Góźdź
Zdjęcia: Michał „Makyo” Szulhan



