/

Lewińskie szutry, a może lewińskie błota?

6 minut czytania

Myśląc o rozpoczęciu ścigania w tym sezonie, mój kalendarz wyścigowy śmiało wskazywał kilka terminów po rozpoczęciu kalendarzowej wiosny. Nikt jednak nie spodziewał się, że meteorologicznie nastąpi ona tak szybko i luty okażę się rekordowo ciepłym miesiącem w naszym kraju. Prawie 20°C? Pora na wyciągnięcie rowerów z piwnic i wejście w sezon na całego –  najlepiej zaczynając od dystansu 150km w spokojny, sobotni dzień, na starcie wyścigu w mieście położonym na Nizinie Śląskiej nad Nysą Kłodzką – Lewinie Brzeskim. 

Wszystko tak naprawdę zaczęło się od publikacji kalendarza imprez gravelowych na 2024 przez Piotrka na ETNH. Moje zainteresowanie skupiło się głównie na nowych pozycjach i szybkiej eksploracji, gdzie biorą one miejsce. Nie jestem fanką ścigania w śniegu, pomimo że zima nie oznacza dla mnie wyłącznie trenażera i jest to czas przygotowania do nowego sezonu i treningów. Jednak gdy na zewnątrz temperatury zaczęły wskazywać odważne +15°C, bez owijania w bawełnę nie mogłam usiedzieć w miejscu i zaczęłam szukać możliwości. Pierwszą propozycją z brzegu okazała się właśnie pierwsza edycja Lewińskich Szutrów. Jak się na miejscu okazało – nie byłam jedyną, która wpadła na podobny pomysł, a wszystkie dostępne miejsca startowe rozeszły się niczym świeże bułeczki. 

Lewin Brzeski pomimo, że na początku może brzmieć zagadkowo, jest miastem niezwykle pro sportowym – zarówno rowerowo, jak i biegowo czy triathlonowo. Lokalnie w kwestiach rowerowych aktywnie działa Stowarzyszenie Kręcimy dla Zabawy i to właśnie ono zajęło się organizacją zawodów. Trzeba przyznać, że odważnie postawili wszystko na jedną kartę, decydując się na termin 2 marca, jednak jak czas pokazał nie dość, że zamówili wymarzoną pogodę to przyciągnęli do siebie ponad 200 pasjonatów dwóch kółek. 

Zacznijmy jednak od początku. Start wspólny, godzina 7:00, eskorta służb na odcinku asfaltowym i jedziemy! Jeden dystans ( 150 km ) i niecałe 300 metrów przewyższenia sugerowały, że trasa będzie szybka i przelotowa. Jak się jednak okazało w praktyce – owszem było tak, ale z małą wisienką na torcie, którą okazało się wszechobecne błoto powstałe wskutek całonocnych opadów deszczu. Pierwszy wjazd w teren wystarczył by “posmakować” z czym ten wyścig będzie się jadł, jednak tak naprawdę niewiele osób skłoniło to do zwolnienia tempa. 

Trasa zachwyciła mnie od początku – była szybka, malownicza i gravelowa. Z każdymi kilometrami prezentowała nam tutejsze rejony i zachęcała do jak najszybszego powrotu tutaj w celu dalszej eksploracji. Przejeżdżamy chociażby przez Rezerwat Kokorycz, Grądy Odrzańskie czy Stobrawski Park Krajobrazowy, a na drodze co chwilę daje się słyszeć doping lokalnych mieszkańców. Nie brakuję również bufetu w połowie dystansu czy fotografów na trasie, którzy na nasz widok nie mogą ukryć uśmiechu. 

Ja biorąc pierwszy start na spokojnie, jadę swoim tempem – czasem trzymając się grupy, a czasem jadąc indywidualnie. Na trasie nie brakuję oczywiście usterek w postaci przebitych dętek czy… urwanych siodełek ( przepraszam zawodnika, któremu się to przytrafiło, że podczas mijania go nie mogłam przestać się śmiać ). Na metę wjeżdżam po 6h i 10 minutach i zastanawiam się jaki procent mojego ciała nie jest aktualnie pokryty błotem. Chwilę później dołącza do mnie Grzesiek i podsumowuje słowami: “za każdym razem zastanawiam się dlaczego mamy takie głupie pomysły”. Ale co by nie było, w końcu brudne dzieci to szczęśliwe dzieci, a my właśnie rozpoczęliśmy sezon z przytupem!

Za linią mety każdy z zawodników otrzymuje pamiątkowy medal, ciepłe jedzenie, mnóstwo gratulacji, endorfin i satysfakcji. Jest miejsce nie tylko gdzie odpocząć, ale również umyć rower czy się ogrzać. Imprezie towarzyszą występy muzyczne, wystawy i dodatkowe atrakcje – w skrócie dla każdego znalazło się coś ciekawego. Całość kończy się dekoracją najlepszych zawodników o godzinie 17:00. 

Podsumowując na linii startu pojawiło się 245 zawodników. 223 dotarło do mety, a 218 zmieściło się w limicie czasu, który według regulaminu wynosił 10 h. Z trasą zmierzyli się zarówno amatorzy, jak i topowi zawodnicy –  dla każdego zapewniła inny wachlarz emocji i wysiłku pozostawiając niezapomniane wspomnienia. Jedno jest pewne, w warunkach które panowały na trasie każdemu z osobna należą się gratulację. 

Poniżej oficjalne wyniki Lewińskich Szutrów:

OPEN MĘŻCZYŹNI

1. Karol Sładek (Gravel Racing Academy) – 4:53

2. Wojciech Pszczolarski (Velo Brzeg) – 4:54

3. Elders Rust – 5:04

OPEN KOBIETY

1. Dominika Niemiec (Eroe Racing Club) – 5:25

2. Kamila Dudka (Velocration.cc) – 5:58

3. Justyna Jarczok (Bike/ ETNH) – 6:10

Dodatkowo miała miejsce również klasyfikacji drużynowa, mieszkańców gminy oraz za odcinki specjalne Intersport.

Co do uwag na przyszłość wzięłabym pod uwagę osobne uwzględnienie kobiet w klasyfikacji odcinków specjalnych, zwłaszcza przy tak obfitej nagrodzie (wrzucone do jednego worka z mężczyznami mamy jednak odrobinę mniejsze szanse) oraz szybszą godzinę dekoracji (5 h czekania dla najlepszych zawodników to względnie sporo, biorąc pod uwagę zmęczenie i drogę powrotną ). 

Pierwsza edycja Lewińskich Szutrów zdecydowanie rozpoczęła swoją przygodę z mocnym przytupem. W organizacji widać doświadczenie od początku do końca, a ilość obecnych wolontariuszy, kibiców, sponsorów i mediów zrobiła na nas ogromne wrażenie. Trasa była przemyślana i dobrze ułożona – nie było czasu na nudę! 

A co inni zawodnicy uważają o I edycji Lewińskich Szutrów?

  • “Lewińskie Szutry to był mój debiut w wyścigach gravelowych. Ścigam się głównie na torze i szosie, a mieszkam niedaleko Lewina Brzeskiego, więc gdy usłyszałem, że właśnie tu organizowany będzie wyścig gravelowy, który pasował mi terminem idealnie to postanowiłem, że ten pierwszy start musi być właśnie na moich terenach. Totalnie nie wiedziałem czego się spodziewać, znałem część trasy, spodziewałem się, że warunki na trasie mogą być epickie, czyli dużo błota. Tak było, ale skorzystałem z jednego z trzech najcięższych momentów na trasie i tam tak naprawdę rozstrzygnęliśmy wyścig razem z Karolem. Bawiłem się na tym wyścigu bardzo dobrze, wielkie gratulacje dla organizatorów za organizację takiej imprezy i promocję regionu, a dla mnie to był pierwszy, ale nie ostatni start na gravelu i mam nadzieję, że widzimy się za rok w Lewinie Brzeskim!” – Wojciech Pszczolarski
  • “ 150 km po lewińskich szutrach, wyścig na mega błotnistej rundzie – kawał naprawdę dobrej roboty, maksymalnie wyciśnięty potencjał trasy, każdy metr był w pełni przejezdny, żadnego biegania z rowerem. Opady które wystąpiły dzień wcześniej, i błoto mnie nie zniechęciły, jak się okazało na linii startowej nie były one również problemem dla pozostałych 250 osób, wręcz idealna okazja do sprawdzenia swoich technicznych umiejętności. Organizatorzy naprawdę stanęli na wysokości zadania. Zorganizowanie wyścigu na jednym dystansie było strzałem w dziesiątkę! Jak się okazuje chcemy jeździć więcej! Wspaniała atmosfera, masa cudownych ludzi, świetna organizacja i pyszne jedzenie. Do zobaczenia na kolejnej edycji!” – Kamila Dudka
  • “Organizację oceniam bardzo dobrze. Wydarzenie zorganizowane było w sposób przemyślany i z dużym, jak na wielkość miejscowości, rozmachem. Założenie organizatora, aby była to impreza lokalna, rodzinna i otwarta dla wszystkich zostało spełnione – na trasie znaleźli się i amatorzy i sportowcy walczący o najlepsze wyniki. Wydaje się, że trasa była projektowana pod szybkie ściganie, i jak pokazują wyniki, to się udało. Błoto spowodowane opadami w przededniu wydarzenia dodało tylko kolorytu. Nie zabrakło pysznego bufetu na trasie i mecie.” – Marcin Kubiak

My już wiemy, że 2 edycja jest już zaplanowana na 15 marzec 2025 – wpisujcie w kalendarze, bo zdaniem naszej redakcji jest to wyścig zdecydowanie warty polecenia!

… a na chwilę obecną wracam do treningów, łydka przecież sama się nie zrobi! 😀A kolejne starty tuż za rogiem!

Tekst: Justyna Jarczok

Zdjęcia: Adrian Drazkowski

Stowarzyszenie Kręcimy dla zabawy: https://www.krecimydlazabawy.com/

Lewińskie Szutry: https://www.krecimydlazabawy.com/lewi%C5%84skieszutry-informator

Redaktor naczelny Magazynu BIKE.
Dla ETNH dzieli się ogromnym doświadczeniem w branży pisząc o gravelach.

Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

5 3 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Poprzednia hstoria

Przebojowe Campagnolo Ekar GT zaprezentowane

Następna historia

Kalendarz imprez gravelowych 2024

Ostatnie autora

Test NS Bikes Rag+ 3

Aż nie chce się wierzyć, że pierwszą wersję Raga+ od NS Bikes testowałem w 2018 roku!…

Test KTM X-Strada Master

Tradycja tradycją, ale kierunek musi się zgadzać, a w przypadku serii X-Strada KTM jest to sport! Jak…

Test Polygon Tambora G8X

Polygon Tambora to pierwszy karbonowy gravel indonezyjskiej marki, a my mieliśmy przyjemność go sprawdzić. Za sprawą…

0
Would love your thoughts, please comment.x