/

Recenzja buty Crankbrothers Candy Lace

6 minut czytania

Piekło wystygło, bo Crankbrothers zrobił buty zupełnie nieprzypominające te, z których znany był do tej pory, czyli należące raczej do wagi ciężkiej, od trailu po DH. A jednak, jeśli się zna historię firmy, zaczynającej od słynnych Ubijaków, przestaje dziwić, że w kolekcji pojawiły się Candy Lace, wiązane laczki na gravela, ale też do XC i wszystkiego tego co nienazwane pomiędzy.

No dobrze – musimy się do czegoś przyznać. Buty mieliśmy w rękach już poprzedniej jesieni, a parę do testu dostaliśmy ponad dwa miesiące przed premierą. Zdążyliśmy na niej przejechać już setki kilometrów, w tym w ramach wyścigów. Ba – dowiozły Justynę Jarczok na njwyższy stopień podium Rozgrzewki Polish Bike Tour w Gliwicach! Wzięły też udział w trzech różnych maratonach MTB, jak i pedałowaliśmy w nich na szosie, jak i na elektrykach. Tym samym zdecydowanie możemy się wypowiedzieć na temat tego, czym są, a czym nie – poza tym, że zgrabna z nich para.

Najpierw teoria

Crankbrothers nadal znany jest przede wszystkim z pedałów, a w całej kolekcji słusznie cieszą się dużą popularnością te znane jako Candy Mini. Klasyczną konstrukcję Ubijaków (Eggbeaters) uzupełniono w nich o niewielką ramkę, tym samym zachowując wszystkie zalety konstrukcji z mechanizmem z prętami w miejsce zaczepów, ale dodając dodatkową, niewielką platformę, powiększająca powierzchnię podparcia. W przypadku rowerów lżejszych to rozwiązanie idealne – bo w większych MTB, gdzie waga odgrywa mniejszą rolę, do wyboru są też warianty z coraz większymi platformami z serii Mallet. Tyle, że brakowało do pedałów Candy jak do tej pory butów. Pasujących do stylu jazdy w pedałach Candy z mini platformami – na gravelu, turystycznym rowerze szosowym, czy MTB, wszędzie tam, gdzie jednak czasami zsiada się z roweru, a przejście paru metrów nie związane jest wówczas z bólem stóp i ślizganiem się jak na łyżwach.

Dokładnie z myślą o takim przeznaczeniu Crankbrothes stworzył nowe buty Candy, dbając o mocną konstrukcję wtedy, gdy się jeździ, ale też gdy się chodzi. Wyposażając je w sznurówki, które działają zawsze i wszędzie, ale i solidną podeszwę z rozbudowanym bieżnikiem, po to by podczas postoju na kawę nie stepować i nie chodzić jak kaczka.

Dane techniczne

By te założenia osiągnąć, buty zostały w części górnej wykonane z syntetycznej skóry, która jest perforowana po to, by zapewnić całości wentylację. Wykończenie, które widzicie na wierzchu, to dodatkowa warstwa poliuretanu, która ma sprawić, że całość będzie łatwo wyczyścić – uprzedzając od razu fakty dodać trzeba, że to działa i to bardzo dobrze.

Dodatkowo buty mają rozbudowaną osłonę czubów, jak i pięt, także fragmenty bieżnika podeszwy zachodzą do góry, by chronić wrażliwe miejsca podczas chodzenia. Całość zaś wiązana jest za pomocą sznurówek, które po to, by nie zaplątać ich w łańcuch, zabezpieczone są specjalnym „garażem”, czyli gumką.

Calutka podeszwa, z wyjątkiem długiego otworu na bloki, zabezpieczona jest termoplastycznym poliuretanem, po to by nie ślizgać się na różnego typu nawierzchniach. Crankbrother podaje, że tworzywo MC1 Match, bo tak się nazywa, zostało dobrane pod kątem trwałości. Nawet jeśli firma projektowała buty z myślą o pedałach Candy Mini, to oczywiście długi kanał do montażu bloków, liczący 35 mm, sprawia, że użycie innych nie sprawia żadnych problemów. Sprawdzaliśmy je zarówno z pedałami Cranka, jak i Looka (kompatybilne z SPD).

Buty dostępne są w trzech kolorach i rozmiarach od 35 do 49, od 37 do 47 także jako połówki. Nasza testowa para ważyła w rozmiarze 42 680 gramów. Sugerowana cena detaliczna to 160 Euro, w sieci w PL można je kupić już za 749 zł.

Wrażenia z jazdy

Jesteśmy w tej uprzywilejowane sytuacji, że obydwoje mamy identyczny rozmiar buta, choć różny kształt stóp. W testowanych butach jeździmy więc często na zmianę, wymieniając się doświadczeniami i uwagami. Tu jednak podstawowy spór wybuchł natychmiast po tym jak dotarły – kto będzie jeździł w nich pierwszy?!? Obydwojgu się nam podobały, finalnie wygrała Justyna, używając je jako pierwsza.

Rozmiar – mamy kilka par butów Crankbrothers i te są najwęższe, jakie do tej pory marka wyprodukowała. Bliżej im klasycznym, włoskim markom, niż innym butom CB, które zwykle są szerokie z przodu. Jak się okazało, finalnie zdecydowało to, że dla Justyny, która preferuje szerokie buty z przodu, okazały się one za wąskie. Jeśli wiecie więc, że macie szerokie stopy – Candy Lace nie będą dla wa.

Wkładka – buty mają prostą wkładkę bez dodatkowych wypiętrzeń czy podparcia stopy. Wymieniliśmy ją na dwa różne modele, eksperymentując z tym która będzie lepsza. Do turystyki płaska, oryginalna wkładka może okazać się akurat, do jazdy na dłuższych dystansach polecamy sprawdzić, co wam będzie pasować. Buty są nie tylko wąskie, ale też generalnie szczupłe – tu wysoka wkładka (moja customowa i wygrzewana taka jest) może sprawić, że buty będą cisnąć. Tu decydują indywidualne preferencje, także co do sztywności butów.

Podeszwa – Crankbrothers nie podaje dokładnego indeksu sztywności, podając że jest wystarczający do pełnego transferu mocy, a jednocześnie nie przeszkadza w chodzeniu. I tak jest w istocie. Justyna wygrała wyścig, co potwierdza pierwszą część, a jednocześnie prawdopodobnie powinna mieć parę o pół rozmiaru większą ze względu na szerokość butów. Dla mnie sztywność była akurat po użycie customowych, sztywnych wkładek, bez nich były lekko za miękkie jak na ściganie w maratonie (przejechałem trzy różne w tej parze – Serock, Miękinię i Nową Sól). Gdyby indeks sztywności wynosił maksymalnie 10, tu dalibyśmy 6/10, co oznacza dobry, a nie zgniły kompromis, bo w butach dobrze się chodzi czy podbiega w terenie. Mimo wszystko to nie są buty do ostrego ścigania – tu sprawdzają się jeszcze sztywniejsze.

Sznurówki – buty ze sznurówkami mają to do siebie, że po kilku godzinach jazdy robią się luźniejsze. Ścigając się warto o tym pamiętać, nie będzie to wtedy pierwszy wybór, bo trudno podciągnąć je w czasie jazdy. Co nie zmienia faktu, że tu sznurówki z dodatkową gumką są wygodne, a buty same w sobie pięknie dopasowują się do stopy. Jej trzymanie na pięcie jest także bardzo dobre – także chodzenie nie powoduje, że buty przemieszczają się, czy zsuwają.

Wentylacja – jeszcze nie upały, ale już temperatury ponad 20 stopni pozwalają stwierdzić, że buty są wentylowane co najmniej przyzwoicie. Podczas wyścigu w słońcu w Miękini ani razu nie pomyślałem o tym, że jest mi za gorąco w stopy. Tak samo pierwszy lekki deszcz czy przejazd przez kałużę nie powodują, że od razu ma się mokre stopy.

Czyszczenie – Crankbrothers nie przesadza, buty się rewelacyjnie czyszczą. Wystarczy moka gąbka z odrobiną mydła by wyglądały jak nowe!

Trwałość – zobaczymy po sezonie, ale ostro ciorane w różnym terenie póki co wyglądają praktycznie jak nowe. Podeszwa ma minimalne ślady zużycia, także mycie nie powodowuje odbarwień – szczególnie częste bywa to w innych modelach na języku.

Podsumowanie

Candy Lace to pierwsze buty Crankbrothers w kategorii, którą możemy nazwać przygodową, dla tych, którzy lubią jeździć i wyglądać stylowo. Jeśli szukacie wygodnej pary o klasycznym looku, niekoniecznie na wyścigi, będzie bardzo zadowoleni. Wykonanie jest na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak wygoda użytkowania. Osoby o szerszych stopach powinny rozejrzeć się gdzie indziej.

Testowali: Justyna Jarczok, Grzegorz Radziwonowski

Zdjęcia: Rupert Fowler, Polish Bike Tour

Redaktor naczelny Magazynu BIKE.
Dla ETNH dzieli się ogromnym doświadczeniem w branży pisząc o gravelach.

Ciągle w siodle, bez względu na to, czy był to kiedyś rower XC, czy częściej gravel jak obecnie. Nie boi się zmian i nowych wyzwań.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Poprzednia hstoria

Canyon z Manufaktury z Bolesławca

Następna historia

Test Rondo RUUT AL1 G3

Ostatnie autora

Test NS Bikes Rag+ 3

Aż nie chce się wierzyć, że pierwszą wersję Raga+ od NS Bikes testowałem w 2018 roku!…

Test KTM X-Strada Master

Tradycja tradycją, ale kierunek musi się zgadzać, a w przypadku serii X-Strada KTM jest to sport! Jak…

Test Polygon Tambora G8X

Polygon Tambora to pierwszy karbonowy gravel indonezyjskiej marki, a my mieliśmy przyjemność go sprawdzić. Za sprawą…

0
Would love your thoughts, please comment.x